| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

HATE ETERNAL

"Infernus"

Season Of Mist Records (CD 2015) 

HATE ETERNAL spotkało dokładnie to samo co ANAAL NATHRAKH. Jeden i drugi zespół przedefiniował pojęcie metalowej ekstremy w obrębie eksplorowanego przez siebie stylu, popychając jej granicę hen, hen daleko i docierając wreszcie do punktu, w którym dalszy progres w tym względzie nie przebiegnie już bez uszczerbku dla integralności wypracowanej przez lata maniery, zachwiania ustalonych proporcji między poszczególnymi elementami bądź też bez konieczności zaprowadzenia rewolucyjnych zmian. Zdecydowanie ucieszyłem się na wieść, że kapela Erika Rutana dołącza do paczki szyldów młócących pod banderą Season Of Mist, podobnie jak czytając w którymś nadesłanym przez stajnię newsie, że były gitarzysta MORBID ANGEL ma dla nas nowy album, ale zapewnienia, że jest to najbrutalniejszy zarejestrowany przez nią materiał odebrałem już w sposób wysoce zdystansowany i jak się okazuje, postąpiłem całkiem słusznie. Ostatni znaczący postęp pod tym względem dokonał się u nich, moim zdaniem, między "I, Monarch" i "Fury And Flames", w który to materiał pan Rutan przelał całą bezsilną frustrację i żal po śmierci niegdysiejszego basisty kapeli i zarazem jego przyjaciela, Jareda Andersona, o czym mówi zresztą już tytuł tej znakomitej i bez najmniejszych wątpliwości najbrutalniejszej dotychczas nagranej przez zespół płyty. To odnośnie intensywności, bo jako najlepszy ich krążek ogólnie jawi mi się fenomenalny "King of All Kings", bo może i HATE ETERNAL oddali fanom zarys swojego stylu na debiutanckim "Conquering the Throne", ale to właśnie na "Królu Królów" osiągnęli właściwy dla swoich najlepszych wydawnictw poziom. W stosunku do tych dwóch, wyróżnionych przeze mnie, pozycji najnowszy "Infernus" zostaje jakby troszeczkę w tyle, ale na pewno nie zamyka w sobie utworów słabych. Ten akt powiedział już po prostu tyle w obrębie tego, co robi, że bez reformacji swojej muzycznej oferty brzmieć będzie w sposób zwyczajnie nieświeży i by to zmienić - poza wprowadzeniem większej dozy melodyjności (tytułowy kawałek na poprzednim "Phoenix Amongst the Ashes", tutaj końcówka "Locust Swarm", "The Stygian Deep", "Zealot, Crusader of War") - Rutan nie robi niemal absolutnie nic. Każdy jeden album tego zespołu skonstruowany jest wedle formuły: otwierający numer z rytmicznie podkreślonym refrenem (tutaj wspomniany "Locust Swarm") + kilka kawałków szybszych + jakiś numer wolniejszy (tutaj akurat tytułowy) + utwór instrumentalny. Niekiedy ten ostatni stanowi standardowe intro lub outro, niekiedy - jak "Chaos Theory" na "Infernus" - zaaranżowany jest na żywe instrumentarium i nieco rozbudowany, ale nie dostrzec pewnego schematyzmu w tym, co dzieje się na płytach tego ansamblu może chyba tylko głuchy. To, że Erik Rutan doprowadził jednak swój styl do absolutnej perfekcji i że w tym co robi jest piekielnie dobry to natomiast proszę państwa już zupełnie inna bajka, bo zarówno te utwory, o których w swojej recenzji wspomniałem, jak i wszystkie pozostałe trzymają co najmniej przyzwoity, a niekiedy wręcz rewelacyjny poziom. Druga płaszczyzna gitar w "Majestic Being, Hear My Call", epicki pochód tytułowego "Infernus", czy mega agresywnie cięte partie w "Order of the Arcane Scripture" to jedynie przykłady mocnych punktów najnowszego dzieła HATE ETERNAL, który zaprezentował się na nim bez zmian i jakiegokolwiek elementu zaskoczenia, ale za to w wydaniu bardzo, ale to bardzo solidnym.

ocena:  8/ 10

www.metal-archives.com/bands/Hate_Eternal/131


www.season-of-mist.com/bands/hate-eternal


hateeternal.bandcamp.com/releases


www.facebook.com/Hate.Eternal


www.hateeternal.com/


autor: Kępol



<<<---powrót