| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

KHEMMIS

?Absolution?

20 Buck Spin Records (CD 2015) 

Mimo bardzo mnie cieszącego dostępu do różnych wydawnictw powstających w USA, a nie zawsze dostępnych w Europie, czasem mierzi mnie, że wiele zespołów po prostu przymierza - metaforycznie to ujmując - podobne pary butów, co ich nieco starsi koledzy i w ten sposób powstają pewne ciągnące się w nieskończoność trendy. Do KHEMMIS nie zraziło mnie na ?dzień dobry? porównywanie ich do GOATSNAKE, PALLBEARER, SAMOTHRACE, GRAVES AT SEA, RED FANG czy YOB, bo takie prawo ma wydawca i czasami nie do końca oddaje to, co potem się słyszy. Zacząłem słuchać ich debiutu pt. ?Absolution? i z braku czasu odłożyłem to na ?potem?, a ?potem? się przedłużyło i to na tyle, że dopiero początek 2016 roku przysłużył się do poznania tego albumu od pierwszej do ostatniej nuty. No i dopiero wtedy dołożyłem sam sobie ten argument, że postponowanie słuchania stało się z przyczyny, że KHEMMIS mnie nie rozłożyło na łopatki pierwszymi utworami z płyty, a ta szczęśliwie nie jest nazbyt długa, acz po drugim pełnym przesłuchaniu ukazała swoje słabości. Z jednej strony wszystko zdaje się być OK, bo jeśli ktoś lubi przemieszane ze sobą elementy tradycyjnego doom metalu spod znaku CANDLEMASS i bardziej strawnego SAINT VITUS, brudnego sludge metalu, stoner rockowego feelingu i southern rockowej melodyki, to trafił pod właściwy adres, ale jeśli znajdować w tym zaczątek czegoś wyjątkowego i stanowiącego o sile tego typu muzy przez kolejną dekadę przykładowo, to chyba za szybko mówić o czymś takim w tej sytuacji. Słuchanie tej płyty może jakoś szczególnie nie ?rani uczuć? i jest znośne, ale nie twierdźmy za wydawcą, że to jakaś szczególna pozycja wydana w 2015 roku. Dużo jest tutaj jeszcze do poprawki, a za mało rzeczy do zapamiętania na dłużej niż to, ile zabiera przesłuchanie tego materiału. To nie MY DYING BRIDE i bez obrazy - wiele inspirowanych nimi zespołów potrafi lepiej spożytkować swoje wpływy w swojej twórczości. Amerykańska muzyka potrafi być przekonująca i bardzo oryginalna, lecz nie w tym przypadku, bowiem tutaj kolesie wymieszali ze sobą to i śmo i owo, a ja i tak zapamiętam z tego głównie tytuł drugiego z kawałków, ?Ash, Cinder, Smoke?, bo w tym przejawił się akurat ?literacki? geniusz (zważcie, że napisałem to bez cudzysłowu) zespołu, na którym jeszcze kreski nie stawiam, choć jeśli będą grywać w towarzystwie takich, a nie innych kapel, to trudno będzie im wyjść poza pewne ramy. Nie życzę tego, ale przeczuwam na tyle mocno, że w tej recenzji nie dało się inaczej.

ocena:  5/ 10

www.facebook.com/khemmisdoom


khemmis.bandcamp.com


www.20buckspin.com


www.facebook.com/20buckspin


autor: Diovis



<<<---powrót