| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

NASTY CRUE

"Rock'n'Roll Nation"

własna produkcja zespołu (CD-EP 2015) 

Odnoszę wrażenie, że wielu recenzentów chętnie zmieszałoby ten minialbum z przysłowiowymi ekskrementami niejako dla zasady. Współlokator, który nawiasem mówiąc mocno gustuje w dobrym, rockowym graniu, widząc u mnie digipack z widniejącym u góry tytułem rzucił wręcz odruchowo: 'a cóż to do cholery jest?' i chyba rzeczywiście pierwsze wrażenie jest takie, że NASTY CRUE uprawia tego swojego rock'n'rolla w nie stroniącym od szminki czy tuszu do rzęs wydaniu, co mogłaby sugerować już nazwa, o okładce czy image'u samych muzyków nie wspominając. Mówi się w przypadku takiej muzyki o glamowym plastiku i nie do końca określonych granicach między rockiem a popem i sama otoczka epatująca ze wszystkich sił, na wszelkie możliwe strony okołorock'n'rollowym klimatem może wydawać się odrobinkę mało wyważona. Ja osobiście jednak problemu w czymś takim nie widzę, bo najpierw ci wszyscy 'starzy wyjadacze' płaczą za czasami, gdy najbardziej komercyjne rozgłośnie taką właśnie muzę emitowały 24 godziny na dobę, lecz później, gdy okazuje się, że wbrew obecnej strategii tychże mamy gdzieś w podziemiu zespoły żyjące nią na co dzień, pojawia się kręcenie nosem i zjawisko machinalnego zaprzeczania. Uwielbiam tupać nogą do przebojów TWISTED SISTER, MOTLEY CRUE, JOURNEY, KISS, ALICE COOPER, EUROPE oraz im podobnych wykonawców. Uwielbiam bezbłędnie napisane przeboje i z łezką w oku wspominam czasy gdy muzyczna popkultura była rzeczywiście muzyczna i gdy hity KOMPONOWANE były przez utalentowanych artystów, a nie produkowane w porozumieniu z analitykami finansowymi fonograficznej branży, gdzie wspomnieć wystarczy choćby o ASIA, MARILLION czy nawet MICHAELU JACKSONIE, bo nawet jeśli te nagrania wykazywać miały właściwości magnetyczne względem tzw. mas, ich poziom był absolutnie bezdyskusyjny, podczas gdy tego obecnego popu też taki jest, czyli niezaprzeczalnie niski. Stadium rock czy glam rock to określenia, które podczas przygody z "Rock'n'Roll Nation" aż same cisną się na usta. NASTY CRUE wyraźnie czerpie z rocka lat 80., często romansującego ze światem ówczesnego kina i stanowiącego dla wielu, w tym i dla mnie, istną maszynkę do przywoływania ultra-sentymentalnych wspomnień, choć według mnie równolegle koryguje pewne jego niedociągnięcia. Wspomniane lata to wiek cofania miksu gitar w stosunku do dominujących w tej kwestii klawiszy, podczas gdy wrocławska formacja uderza z mocą hardrockowych, tłustych i nie schowanych bynajmniej za 'parapetem' riffów z najprawdziwszego zdarzenia. Produkcja jest przejrzysta niczym tekstura czystej, ale z zachowaniem odpowiedniego pazura, który gdzie trzeba zadaje ciosy, kiedy indziej zaś nieustępliwie łechce erogenne miejsca na ciele odbiorcy, że taką metaforą odważę się posłużyć. "Last Piece of My Heart" czaruje przeuroczym i od razu osiadającym w głowie refrenem, to samo dynamiczny "Ukrainian Prostitute" czy "Stay Tonight". Płytka jest świetnie wydana, ale to jej zawartość przesądza o wartości ostatecznej, która, mam wielką nadzieję, zostanie dostrzeżona zarówno przez fanów rocka, jak i szefów większych wytwórni czy rozgłośni radiowych, bo potencjał po temu jest wielki!

ocena:  8/ 10

play.spotify.com/artist/18HplmtdFWtqSQ4QXHpw2x?play=true&utm_source=open.spotify.com&utm_medium=open


www.facebook.com/NastyCrue/info


en.wikipedia.org/wiki/Nasty_Crue


www.nastycrue.com/index.html


autor: Kępol



<<<---powrót