| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ONE EYE SHUT

"...We May Have a Floater"

Rusto Osiris (CD 2010) 

Rozbroił mnie nieco opis tego albumu pióra wydawcy, czyli fińskiego Rusto Osiris. Jest o Gorgonach, syrenach, heavy rocku, trzech akordach, sześciopaku i minibusie marki Volkswagen. Ale, ale... po wgłębieniu się w zawartość krążka to ma swój sens, bo trójka Finów z ONE EYE SHUT faktycznie nie bawi się w konwenanse, tylko gra proste rockowe dźwięki, z których wyziera ten typowy fiński dekadentyzm i ciągłe bycie na haju w różnych miejscach. Czasem zazdroszczę tym ludziom tego luzu, spontanu, chęci do zabawy i do grania muzyki, bez względu na to, jak układa im się w życiu - czy mają pracę, żonę, dzieci i psa, czy chodzą jak ćmy i szukają szczęścia w nocnym życiu, a dzień przecieka im przez palce. W Polsce nas na to nie stać, bo każdy, co myśli inaczej, dostaje w dupę i wciąż próbują nas przerabiać na gówno sterowane mediami, tradycjami i tym "co inni ludzie powiedzą". Na "...We May Have a Floater" można poczuć się choć przez trzy kwadranse jak na wycieczce w nieznane. Jak nam się uda, nie dostaniemy w mordę, jak będzie wesoło, to przez kilka dni z rzędu. Pokoczujemy tu i tam, poczujemy się jak kapela w trasie, kasa będzie, potem nie, ale ogólnie będzie fajnie i spoko, bo będzie co wspominać. Nie wiem, czy ci trzej kolesie z ONE EYE SHUT są z pokolenia X czy Y, nie bardzo mnie obchodzi co porabiają na co dzień, ale czuć, że w muzie odnajdują się kompletnie. Tak bardzo, że jest im wszystko jedno, czy nazwą ich dźwięki jako stoner rock, czy hard rock, czy jeszcze inaczej. Od razu słychać, że nasłuchali się różnych kapel przemycających tradycyjne podejście do tematu, czyli odkręcamy gałki w gitarach na full, perkusista zasiada za zestawem szykując swoje pałki, i jedziemy! Tak rockowo, ciężko i gitarowo jest od początku do końca, za wyjątkiem bardziej refleksyjnych, choć też walących pod żebro numerów "Learn To Breathe Again" i "To My Addiction", albo rozbrajającego, akustycznego i wspartego tęsknymi brzmieniami wiolonczeli "Raindrops". Tu jest to, czego brakowało czasem SENTENCED czy CHARON, które chciały na muzyce zarobić kapuchę, a emocje zastąpili z czasem jakimś takim wyuczonym rzemiosłem. ONE EYE SHUT prostotą porywa w tany, chce się popuścić pasek w spodniach, zostawić zasrany schemat życia daleko w tyle i żyć zgodnie z instynktami, a nie konwenansami i wiecznym kontrolowaniem słów oraz czynów. No może nie aż tak, by na moście zostawiać parę adidasów i domyśle rzucić się w toń rzeki, co mamy uwidocznione na okładce... Wszystko jasne? Dla mnie tak, tylko nie rozumiem tego bełkotu wydawcy o Gorgonach i syrenach... ;)

ocena:  8/ 10

www.oneeyeshut.org


www.myspace.com/oneeyeshutband


www.rusto-osiris.com


autor: Diovis



<<<---powrót