| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ABBATH

"Abbath"

Season Of Mist Records (CD 2016) 

Z dalekiej północy, niesiony mocą kopyt rogatego zaprzęgu, nadciąga w aurze mroźnego powiewu z prezentami. Nie, drogie dzieci. To nie słynny, mityczny, siwobrody starzec o pokaźnym brzuchu i altruistycznej postawie, bo póki co nie czas na gwiazdkę. ABBATH, dla odmiany, jest realny, a próba przedstawienia jego personaliów komuś gustującemu w norweskim black metalu mogłaby zostać poczytana za obrazę. Przynosi Wam w darze osiem dotkliwie karzących rózg i choć zakrawa to na prostą powtórkę z rozrywki założę się, że jak zwykle będziecie chciały więcej. Dawny lider i multiinstrumentalista grupy IMMORTAL powołał do życia szyld, który pod względem propozycji muzycznej jest dla macierzystej kapeli czymś podobnym, czym TRIPTYKON dla CELTIC FROST. Kontynuacją. Najpóźniej na etapie "At the Heart of Winter" IMMORTAL skończył wypracowywać swój własny, charakterystyczny sposób łączenia muzycznej brutalności z przeszywająco chłodnym klimatem i diabelską epickością w dość indywidualnej interpretacji. Miał on później wyznaczyć azymut każdej kolejnej płycie kapeli, a w przypadku debiutanckiego, eponimicznego albumu solowego frontmana sprawa wygląda w zasadzie identycznie. Jedni ziewać będą z nudów marudząc, że wciąż to samo i że na solowej płycie ABBATH winien szerzej zakroić stylistyczne poszukiwania. Drudzy na pewno zaklaszczą, ze szczęścia, uszami do rytmu, bo obawiając się o los grupy, której kibicują, dostaną materiał przynoszący kojącą myśl, że autorska muzyka tego rodzaju wciąż będzie powstawać. Ja zrobiłem natomiast to, co zawsze: Ignorując mimowolnie narzucające się oczekiwania i powierzchownie wysnuwane wnioski po prostu posłuchałem tych ośmiu numerów, przez które z jednej strony prześwituje przewidywalność, lecz z drugiej - cholernie, ale to cholernie solidna robota. Pod względem realizatorskim czy wykonawczym jest wręcz wyśmienicie. Bas powierzono niejakiemu Kingowi, znanemu wcześniej z gry w takich aktach jak OV HELL, GOD SEED, AUDREY HORNE, GORGOROTH czy SAHG, czyli z gry o zastosowaniu wszechstronnym, ale nawet bez tych referencji ABBATH wziąłby go pewnie pod uwagę, gdyż wcześniej uprawiał między innymi z nim pospołu immortalową, choć czyniącą głęboki ukłon stylistyce heavymetalowej, muzę pod szyldem I. Sekcję rytmiczną uzupełnił niejaki Creature związany wcześniej choćby z francuskim BENIGHTED i zasiadający niegdyś, na koncertach, za zestawami perkusyjnymi? hmm? bagatela: DECAPITATED, NERVECELL, SABATON czy SEPULTURA i powiem szczerze, że profeskę ze strony tego pana czuję w każdym jednym utworze na "Abbath". Koleś świetnie sprawdza się w ultraszybkich ciosach takich jak "To War!", "Fenrir Hunts" czy "Endless", gdzie dostaje szansę precyzyjnego wymierzania słuchaczowi blastów, aczkolwiek nadawanie rytmu średnio-tempowym walcom w stylu "Ocean of Wounds" czy "Root of the Mountain" również nie jest jego achillesową piętą. Między uderzeniami rzeczonego jegomościa rozpinają się riffy ABBATHA o podobnym nacisku na dokładność, co klimat. Nie mogłoby tu również zabraknąć jego charakterystycznego, zimnego skrzeku, którym wyśpiewywał hymny na kultowych albumach IMMORTAL i który ma się świetnie również i na "Abbath". Przepiękne przyspieszenie koleś wyprowadza w singlowym "Count the Dead" i mimo, iż na jego solowej płycie nie znajdziemy utworów na miarę tych z "Battles In the North", "Blizzard Beasts" czy wspomnianego "At the Heart of Winter" zbliżył się on do tego poziomu na wystarczającą odległość by przegapienie jej było srogim błędem.

ocena:  8/ 10

www.metal-archives.com/bands/Abbath/3540404950#band_tab_members


www.season-of-mist.com/bands/abbath


www.facebook.com/abbathband/


twitter.com/abbathi


www.abbath.net/


autor: Kępol



<<<---powrót