| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DESTROYER 666

“Wildfire”

Season Of Mist Records (CD 2016) 

Z tą australijską (obecnie już z bardzo dużą domieszką Europy) ekipą mam związanych kilka wspomnień. Pamiętam, jak zaraził mnie ich muzą Tomek Gotthard z nie istniejącego już od lat Ceremony Records, a potem robiłem wywiad z liderem, K.K. Warslutem do swego czasu znaczącego, papierowego „Morbid Noizz Magazine”. Pod koniec ubiegłego wieku korzystało się jeszcze dość często z faksu, a więc tą drogą otrzymałem odpowiedzi, z którymi miałem niemały problem przy tłumaczeniu, bowiem angielszczyzna muzyka DESTROYER 666 była mocno zakrapiana australijskim slangiem, a do tego Warslut odpisał (sic!) odręcznie. Zresztą w tamtych czasach kapele z Antypodów miały też takie specyficzne brzmienie, które po części było pod wpływem europejskiego blacku czy thrashu, ale cechowała je duża doza chaotyczności, szaleństwa i bezkompromisowości. Takie też były pierwsze, jeszcze powstałe w „kraju kangurów” albumy DESTROYER 666, który z czasem zaczął wnosić do swojej muzy więcej pierwiastków oldskulowego, głównie germańskiego thrashu, a nawet klasycznego retro-heavy metalu, nie zapominając wszakże o black/thrash metalowej agresji. Może ich najbardziej współczesny naszym czasom album „Defiance” z 2009 roku nie był czymś wyjątkowym, ale na pewno wzbudził spore zainteresowanie u maniaków konkretnego, rasowego, oldskulowego metalu wywodzących się z różnych opcji tegoż stylu. Cóż, inna rzecz, że DESTROYER 666 nagrywa tak rzadko (od „Defiance” minęło już kilka ładnych lat), że łatwo o przegapienie tych pozycji przez młodszych słuchaczy. Ci starsi ucieszą się, bo chociaż na „Wildfire” nie ma może aż takiej dziczy, jak na tych wczesnych albumach, ale za to nie brakuje tego tytułowego ognia. Już w „Traitor” jest wczesnoslayerowski wokal, mnóstwo solówek i ten black/thrash metalowy, nieposkromiony pęd do przodu. K.K. Warslut wraz z dużo młodszymi muzykami wie, jak uniknąć popadania w nowe trendy i nie uświadczycie tu ani grama współczesnych dźwięków, a w zamian mamy miksturę black, thrash i heavy metalu ze śladowymi wpływami death metalu, co przypomina, że w takiej muzie można jeszcze wytworzyć coś ciekawego, brzmiącego atrakcyjnie i z lekka staroświecko. Dla jednych zabrzmi to bezpiecznie, dla innych będzie to sentymentalny powrót nawet do lat 80-ych, a już na pewno do 90-ych, lecz jedno jest pewne: kilka killerów można tutaj znaleźć. Choćby naznaczony black ‘n rollem numer tytułowy, zaskakująco przestrzenny jak na tę kapelę „Hymn To Dionysus”, bardzo podniosły „Tamam Shud”, wściekły „Live And Burn”, równie zajadły i jednoznaczny w przekazie „Die You Fucking Pig”, a o „Traitor” już wspomniałem. „Wildfire” jest zaskakująco różnorodnym krążkiem, ale jednocześnie brzmi jak DESTROYER 666. Po prostu.
PS. Jest też polski akcent związany z „Wildfire”. Udaną okładkę stworzył Zbigniew M. Bielak (www.facebook.com/zbigniewmbielak).    
 

ocena:  8/ 10

www.destroyer666.uk


www.facebook.com/destroyer666page


www.season-of-mist.com


autor: Diovis



<<<---powrót