| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

HEMELBESTORMER

“Aether”

Debemur Morti Productions (CD 2016) 

Mam takie wrażenie, że poszukiwanie nowych dróg bez wyzbywania się black metalowej tradycji z jednej strony nie zaszkodziło francuskiej Debemur Morti Productions, a jednocześnie w pewnych elementach pewne takie nieokreślone współzawodnictwo z naszą krajową Agonia Records postawiło ich w sytuacji, gdzie i im zdarza się robić omyłki. Jak każdemu oczywiście, a więc może nie będę robił tu wywodów na temat wyższości tego nad tym i tamtego nad tamtym, bo to nie zawody sportowe, choć i takie wrażenie czasem można odnieść, gdy o zespół X czy Y bije się kilka większych firm i wygrywa tylko jedna, a druga (już tak na dobrą sprawę przegrana) na pocieszenie może za czas jakiś wydać split tej kapeli. Zapytacie o co mi chodzi? W przypadku debiutanckiego albumu belgijskiego HEMELBESTORMER o to, że nie zawsze instrumentalne zespoły sprawdzają się w tak dużych dawkach i z muzą, która gdzieś tam legnie sobie z boku i na pewno nie przykuje takiej uwagi, jak na przykład naszej TIDES FROM NEBULA, ostatniego SPEKTR czy opisanego w tak fantastyczny sposób przez mojego kompaniero Kępola nowego albumu LATITUDES. Ci ostatni to koledzy ze stajni HEMELBESTORMER, ale zdecydowanie ciekawiej budują utwory, wzbudzają więcej emocji i w ogóle dużo więcej w tym wszystkim kreatywności niż u gitarzystów Filipa Duponta i Jo Driesmansa, basisty Kevina Henselsa oraz perkusisty Frederika Cosecansa. Trochę więc na przekór (ale przy tym pewnie nieświadomie) zatytułowali pierwszy z czterech numerów na „Aether”, a który na polski można przetłumaczyć znajomo „po nas choćby potop”, bo chociaż parę momentów jest tutaj naprawdę niezłych, to generalnie ci goście często popadają w banał i generalnie przynudzają. To zwyczajnie nie jest kawałek, którego będzie się słuchało wiele razy i wracało do niego po latach. Zresztą i pozostałe trzy (w przypadku drugiego, „Starless”, który kojarzy się tytułem z arcywielkim numerem KING CRIMSON już nie wietrzyłbym przypadku, bo jest to dla mnie po prostu przegięciem i porażką) powielają ten schemat, a tę płytę można ustawić gdzieś obok nie opisanego przeze mnie świadomie (reszta ekipy też nie rwała się do tego;-) ostatniego albumu SHAKHTYOR i pomimo tego, że Niemcy stawiają bardziej na ciężar, to są podobni w tym swoim upartym dążeniu do tego, że bez wokalu można też topornie stawiać fundamenty pod coś, co na dobrą sprawę nie powstaje w jakimś konkretnym celu. HEMELBESTORMER stawia na miks sludge’u, post-rocka i czegoś, co można podciągnąć pod black metal i na tym poprzestańmy. Jeśli ktoś będzie miał na to ochotę posłucha, ale dla mnie te 50 minut to takie ‘nudy na pudy’ i szlus.   
 

ocena:  3/ 10

www.facebook.com/Hemelbestormer


www.debemur-morti.com


autor: Diovis



<<<---powrót