| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

INNFIGHT

?Boulevard of Pain?

własna produkcja zespołu & Cargo Records (CD 2015) 

INNFIGHT to dość świeża nazwa na scenie ciężkiego grania, aczkolwiek muzycy działający pod tym szyldem do jakichś szczególnie najmłodszych nie należą. Wokalista Frank Widderson oraz gitarzysta Sascha Wagner grali w VIRUS (uwaga! nie mylić z tą wybitną kapelą z Norwegii), natomiast klawiszowiec Michael Heck przewinął się przez skład LIQUID HORIZON. Niewiele może mówiące zespoły i nie wróżę również kariery temu nowemu przedsięwzięciu, które z pomocą uznanego w Niemczech producenta Rolfa Munkesa stworzyło 10 raczej niezobowiązujących numerów czerpiących z szeroko pojętego modern, nu i alternative metalu (osobiście nie cierpię tego ostatniego określenia, bo dla mnie to gówno znaczy…), mniej pokręconego progresywu i bardziej mainstreamowego rocka. Z jednej strony służy to niemieckiemu kwartetowi, bo poza pewnymi momentami zbliżonymi do tego czy innego wykonawcy, trudno ich porównywać do kogokolwiek, lecz z drugiej strony grają wszystko i jednocześnie niewiele. Kawałki generalnie są przebojowe, ale nie na tyle, by je zapamiętać, coś tam jest ich cechą wspólną, jednak równocześnie każdy czerpie z innych wzorców. Na przykład w „Liar’s Place” nisko strojone gitary i zmiękczający je klawisz mogą kojarzyć INNFIGHT z KORN, jak i LINKIN PARK, w „Til I Fall” niby są momenty prawie że heavy metalowe, ale ta cała melodyjność mi osobiście kojarzy się z tymi wszystkimi nowomodnymi, rockowymi zespołami pokroju BRING ME THE HORIZON, „Memories” to już taki typowo amerykański, mainstreamowy rock, a zamykający płytę „Lights And Shadows” to epicki, wsparty quasi-orkiestracjami, pełen emocji numer z jeszcze innej ‘bajki’. Z kolei dzięki współpracy pianinowych motywów z niewyszukanymi akordami gitarowymi gdzieś tam w tle pobrzmiewają te mniej metalowe brzmienia z płyt zapomnianego już chyba przez wielu niemieckiego CREMATORY. I tak dalej, i tak do końca. „Boulevard of Pain” to właściwie płyta nie wiadomo dla kogo. Ani do bólu nowoczesna (te syntetyczne brzmienia były na topie kilkanaście lat temu), ani klasycznie rockowa, ani też opowiadająca się po stronie młodości lub dojrzałości. Takich płyt powstaje każdego roku tyle, że nikt już pewnie tego nie liczy.
 

ocena:  5/ 10

www.innfightmusic.com


www.facebook.com/innfight


autor: Diovis



<<<---powrót