| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

MICHAEL MONROE

“Blackout States”

Spinefarm Records (CD 2015) 

Jak ciężko jest niektórym gwiazdom sprzed lat, niech świadczy choćby przykład Michael’a Monroe’a. Jako jeden z nielicznych Skandynawów (konkretnie Fin), zdołał ze swoim HANOI ROCKS przebić się do całej tej fali pudel- czy glam metalowych zespołów, które niosły w latach 80-ych i jeszcze na przełomie lat 80-ych oraz 90-ych świat muzyki zdegustowany całą tą elektroniką i wciąż nie gotowy na przyjęcie rapu. A trudno było wtedy coś zdziałać tak czy siak nie będąc ze Stanów czy z Wielkiej Brytanii… HANOI ROCKS przyjechało nawet na koncerty do Polski w głębokich latach 80-ych, gdy ‘komuna’ jeszcze pełną gębą stanowiła o wszystkim w naszym kraju. Ja doskonale pamiętam te zdjęcia (czarno-białe) Michaela Monroe’a w „Gazecie Młodych” (paradoksalnie był to główny oręż ZSMP, czyli młodzieżowej odnogi rządzącej w kraju PZPR), zapowiadające koncert i potem też kojarzę pierwsze teledyski, na których osobnik płci męskiej wyglądał trochę jak transwestyta, ale podobał się dziewczynom i chociaż nie był może idolem ówczesnych Polek, to stanowił dla fanek cięższego grania za granicami naszego kraju ogólnie taki obiekt pożądania jak Joey Tempest z EUROPE czy Jon Bon Jovi. Lata minęły, pewna epoka się skończyła, ale pan Monroe (rocznik 1962) nadal działa i wraz z najnowszą płytą „Blackout States” poniekąd wspomina tamte czasy. Można by rzec, że to taki HANOI ROCKS solo, po przejściach, z bagażem doświadczeń, ale i nutką sentymentu do tamtej epoki w rockowym graniu. Michael Monroe nawet niespecjalnie próbuje wzbogacać swój obecny repertuar o nowe trendy, bo wie, że poczytano by mu to za sztuczne podpinanie się pod coś, co jest mu obce, a poza tym teraz jest czas na odświeżanie starych brzmień, więc jest szansa, że parę osób z roczników 1990 w górę też polubi tę muzę, gdyż teraz jest to już lepiej odbierane niż jeszcze kilka dobrych lat temu. Dlatego na „Blackout States” znaleźć można dawkę energetycznego rock ‘n rolla z lżejszym lub mocniejszym posmakiem punka, glam rocka, hair metalu czy AOR, a Monroe pozwala sobie czasem nawet na popisy gry na saksofonie, którym ozdabiał kawałki HANOI ROCKS już ze trzydzieści lat temu. Wówczas było to ciekawostką, a teraz to nawet ortodoksyjni bluesmani często wspierają się partiami dęciaków i również w rock ‘n rollu czy hard rocku już to w ogóle nie dziwi. We wchodzeniu na pułap łączenia ze sobą tego, co najlepsze w T. REX, THE SEX PISTOLS (czyż na przykład „The Bastard’s Bash” nie brzmi jak oni?) czy HANOI ROCKS pomagają Michaelowi jego kolega z HANOI, basista Sami Yaffa (również NEW YORK DOLLS), gitarzysta Steve Conte (ex-NEW YORK DOLLS), drugi gitarzysta Rich Jones (ex-BLACK HALOS, AMEN) oraz bodaj obecny perkusista DANZIG Karl Rockfist. Z taką paką udało mu się nagrać naprawdę żywiołowy i nie tak mocno naciągany, jak by mogło się zdawać, materiał, który potrafił przyłoić i dokopać (rzućcie uchem na „R.L.F.”, czyli ‘rock like fuck’), a czasem trochę uspokoić nie tak natrętną melodyjnością („Goin’ Down With the Ship”, „Six Feet In the Ground”), czasem nawet pewnym podobieństwem do niemieckiego DIE TOTEN HOSEN („Walk Away”) czy wycieczkami w stronę największych sukcesów tego bardziej komercyjnego rock ‘n rolla, czyli do przełomu lat 80-ych i 90-ych (np. tytułowy „Blackout States”). Może czasem nadmiernie wspiera się patentami łączącymi THE ROLLING STONES i GUNS ‘N ROSES („Permanent Youth”), ale w tym zestawie kawałków większość jest naprawdę wyluzowana, niewymuszona i taka rasowo staroświecka, że nóżka tupie, głowa buja się rytmicznie i chciałoby się jeszcze choć raz zobaczyć w takiej formie Monroe’a ‘na żywo’.    
 

ocena:  8/ 10

www.facebook.com/michaelmonroeofficial


www.michaelmonroe.com


www.spinefarmrecords.com


autor: Diovis



<<<---powrót