| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

MOURNING BELOVETH

?Rust & Bone?

Van Records (CD 2016) 

Może nie czekam z bijącym sercem na każde kolejne wydawnictwo jednej z nielicznych irlandzkich kapel, które stały się ważnym ogniwem na scenie metalowej - w tym przypadku doom/death metalowej, ale na pewno z chęcią się z nimi zapoznaję. „Rust & Bone” to już (albo dopiero) szósty pełny album tej ekipy działającej już dobrze ponad dwie dekady. Ja jednak optowałbym za określeniem tego materiału jako mini-albumu, bowiem całość trwa ledwie niecałe 40 minut i poza trzema dłuższymi kompozycjami wypełniają ją jeszcze dwie dużo krótsze miniatury, które nadały tytuł temu wydawnictwu („Rust” i „Bone”). MOURNING BELOVETH nigdy nie epatował specjalnie mega-ciężkim brzmieniem i chociaż w dużym stopniu odwoływał się do dziedzictwa MY DYING BRIDE, to równie dobrze zawsze uciekał się do posługiwania epickim językiem wywodzącym się z klasycznego doomu a la CANDLEMASS czy SOLSTICE, co słychać również na „Rust & Bone”. Zaryzykowałbym nawet tezę, że ten materiał wręcz zakręca w tę stronę, a przy okazji zahacza o majestatyczność i monumentalizm BATHORY czy ich ziomków z PRIMORDIAL. Przykład mamy już na samym początku płyty, bo otwierający całość, prawie 17-minutowy „Godether” zaczyna się (nie do końca) czystymi wokalizami Darrena Moore’a i zagrywkami gitary akustycznej i chociaż później rozwija się w nieśpieszny, przyozdobiony growlami oraz mocnymi riffami numer, to w pewnym momencie pojawiają się chóralne zaśpiewy, jest epicki klimat i wszystko jest takie… hm, uroczyste? Żeby nie brakowało zaskoczenia, to gdzieś tak w trzynastej minucie muzycy rozpędzają się, jak na doom metal, okrutnie, robi się z lekka chaotycznie, ale przecież tak bywało na wcześniejszych płytach PRIMORDIAL, którzy umieli zmieniać tempo swoich utworów i recenzenci mieli problem z przypisywaniem ich do określonego nurtu. Drugi przykład to wspomniane interludium „Rust”, które można by zakwalifikować jako coś nawiązującego do wkładu Brendana Perry’ego w DEAD CAN DANCE lub jego solowych produkcji. Dalej mamy znowu Primordial’owskie zagrywki w „The Mantle Tomb”, a sam klimat utworu i wokale zbliżają go do klasycznego doomu sprzed ery mieszania go z death metalem. Pięknie to się jednak zazębia w połowie i tutaj można dostrzec klasę MOURNING BELOVETH, bo pojawia się obok tego i melodyjne solo gitarowe, a i wokal nie przepuszcza sobie możliwości sprawienia dysonansu klasycznym, doom/death metalowym growlem, który pozostaje na ‘posterunku’ do końca i tutaj można by powiedzieć, że wczesny MY DYING BRIDE kłania się w pas. Albo Irlandczycy Brytyjczykom haha. Kolejne interludium, „Bone”, jest oszczędne w dźwiękach i ogranicza się do trochę zanadto minimalistycznych, gitarowych wprawek. Z kolei ostatni na płycie „A Terrible Beauty Is Born” zaczyna się ostentacyjnie folkowymi i zdecydowanie akustycznymi zagraniami, które wraz z oszczędnym bębnieniem oraz emocjonalnymi, czystymi wokalami prowadzą słuchacza do samego końca i pozostawiają słuchacza z nie do końca zamkniętą gębą. Czy jest to znak, że MOURNING BELOVETH jest w stanie jest czym zaskoczyć na następnym materiale? Pewnie tak, ale może upłynąć sporo czasu, zanim stanie się to ‘ciałem’, więc póki co, „Rust & Bone” powinno starczyć. I zawsze można sięgnąć po ich nagrania z przeszłości, bo była to, jest i zapewne będzie naprawdę interesująca kapela.     
 

ocena:  7,5/ 10

www.mourningbeloveth.com


www.facebook.com/MourningBelovethBand


www.van-records.de


autor: Diovis



<<<---powrót