| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SIERRA

“72”

własna produkcja zespołu (MCD 2016) 

Mam wrażenie, że Phillip Cope z KYLESY ma zamiar zostać swego rodzaju producenckim guru, który będzie wspierał młode kapele grające nieco inaczej niż jego podstawowa kapela, ale jednak gdzieś tam w klimatach, jakie lubi. Nowa epka formacji SIERRA co prawda nie trafiła finalnie (być może na razie) do katalogu stworzonej przez niego Retro Futurist Records (co zdarzyło się z poprzednią, „Pslip”), jednak Cope wyraźnie firmuje Kanadyjczyków i ich złożony tylko z jednego numeru mini-album o tytule „72”. Ten nawiązujący do kryminalnego wydarzenia z początku lat 70-ych materiał to dwadzieścia dwie i pół minuty muzycznej opowieści mocno przesiąkniętej ówczesnymi czasami i w tej sytuacji odnoszący się do prog-, hard- czy psychedelic rockowych brzmień z lat 70-ych. A samo zdarzenie, które miało miejsce w położonym w Ontario miasteczku Kitchener-Waterloo nie należało bynajmniej do sympatycznych, bowiem opowiada historię człowieka, który twierdził, że jego 16-letnia dziewczyna została pojmana i zamordowana przez grupę mężczyzn i z racji, że to on zgłosił całą sytuację i był ostatnim, jaki widział ją żywą, został oskarżony i aresztowany przez tamtejszą policję, co ciągnęło się przez cały następny rok i dopiero po tym co napisał w notce przed samobójstwem jeden ze sprawców morderstwa jego dziewczyny oczyszczono go z wszelkich podejrzeń. Już pierwsze wersy „72” opowiadają tę historię z perspektywy tego gościa, który wciąż wspomina tamte zdarzenia i muzycznie wtórują mu również uczucia żalu, straty, zaznanej niesprawiedliwości i chęci zemsty. Z jednej strony gdy pomyśleć o Kanadzie, to kojarzy się RUSH i faktycznie, momentami, słychać w tych dźwiękach to, co w pierwszych kilku latach na swoich płytach tworzyli Geddy Lee, Alex Lifeson i Neil Peart. Ten odnośnik ma zresztą ciągłą kontynuację i to analogowe brzmienie oraz przeskoki od akustycznych brzmień do tych przesterowanych oraz specyficzne harmonie wokalne cały czas powołują się na RUSH, ale i na podobne im kapele z tamtych czasów. SIERRA nie jest więc tylko i wyłącznie zespołem na siłę vintage’owym czy też powołującym się na dwie, trzy nazwy z owych czasów, ale od początku do końca słyszymy, że oni czują ten klimat i przechodzą dość płynnie z czystego hard rocka do rzeczy psychodelicznych lub progresywnych. Najlepiej słychać to tuż po połowie numeru, gdy sporo od siebie dokłada Sam Hill na różnych perkusjonaliach, a który paradoksalnie odszedł od zespołu wcześniej, ale ostatecznie postanowił podczas tej sesji nagraniowej pomóc wokaliście i gitarzyście Jasonowi Taylor’owi oraz basiście (a okazjonalnie także gitarzyście i pianiście) Robbie’mu Carvalho. I jeszcze odnośnie tego ostatniego, to właśnie on w końcówce wzbogaca tę kompozycję partiami pianina i choć całości brakuje jeszcze tego swoistego sznytu i błysku, jaki zwykle charakteryzuje geniuszy. Ale tak czy siak, będę obserwował kolejne dokonania SIERRY, o ile oczywiście przetrwają jedno, ale istotne zawirowanie w składzie, które podejrzewam, że ma podłoże muzyczne lub ewentualnie osobiste i będzie im się dalej chciało brnąć w przyszłość i jednocześnie przeszłość.
 

ocena:  7/ 10

www.sierrariff.bandcamp.com


www.facebook.com/sierrariff


www.retrofuturistrecords.com


autor: Diovis



<<<---powrót