| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SOON

?Vol. 1?

Temple Of Torturous Records (CD 2016) 

Kojarzona do tej pory raczej z rzeczami z kręgu depresyjnego black metalu czy różnych eksperymentów na bazie tejże stylistyki ma ostatnimi czasy nosa do niebanalnych i nośnych zespołów pokroju BAUDA czy SOON (ci drudzy już po wydaniu przemianowali się na SOON A.D.). I właśnie ta ostatnia kapela została stworzona przez dwóch muzyków znanych w środowisku indie rocka z formacji THE LOVE LANGUAGE. Wokalista i gitarzysta Stuart McLamb oraz bębniarz Thomas Simpson połączyli swoje siły z basistą Robem Walsh’em (BITTER RESOLVE) oraz drugim gitarzystą Markem Connor’em (GROHG), a efekt jest po prostu piorunujący. W SOON zaskakująco zazębiają się ze sobą ciężkie, momentami wręcz doom’owe gitary, czyste wokalizy, chwytliwe melodie, rockowe dysonanse, progresywne zakrętki i różne nawiązania do psychodelii. Żadne tam pseudo-alternatywne pitu-pitu i każdy, co trochę siedzi w mocnej muzie może bez problemu stwierdzić (nawet nie znając wspomnianych grup, w których ci wszyscy muzycy SOON A.D. praktykują), że na „Vol. 1” są dalecy od swoich dotychczasowych poczynań, co chyba jednak wpłynęło i na tę oryginalną jakość, a ta jest niczym pozbawiona elektroniki i odetkana od niepotrzebnych ‘amerykanizmów’ twórczość DEFTONES umoczona w sosie czegoś przebiegającego w ekspresowym tempie (choć tego przecież, do diaska, nie słychać) przez historię rocka ostatnich czterdziestu kilku lat. Zapomnijmy więc o wspomnianym DEFTONES, przestańmy zachwycać się KINGS OF LEON, TAME IMPALA, BLUES PILLS, RIVAL SONS, ROYAL BLOOD i nawet GHOST, a ja gwarantuję, że każdy fan rocka w cięższej formie siądzie osłupiały już przy odsłuchu pierwszego na płycie „We Are On Your Side”, a podczas „Burning Wood”, słuchając tych prostych, a przy tym efektywnych riffach i wszelkich gitarowych ozdobnikach wgniecie go w glebę. Tu po prostu nie ma wpływów oczywistych, aktualnie modnych i na których skupia się większość fanów ciężkiego grania, a w zamian za to mamy kawałki jakby powstałe już wraz z pierwszym wyssaniem mleka od matki i uświadomienia sobie genów ojca przez każdego z tych muzyków, aczkolwiek nie mam pojęcia kim oni byli i chyba niespecjalnie chcę wiedzieć hehe. Wspomniane dwa numery, a po nich również pozostałe (może za wyjątkiem ostatniego na krążku „Vol. 1 Rise”) zwyczajnie nadają się na stadiony i jeśli widzieliście tę epicką reklamę Heinekena z narastającym wokalnie wykonaniem „Bohemian Rhapsody” QUEEN, to kto wie, czy któryś z fragmentów „Vol. 1” nie będzie kiedyś zastępcą tego nieśmiertelnego hitu w takim monumentalnym obrazku. Nie obawiam się pisać tych słów, ale jednocześnie wiem, że teraz mamy takie czasy, że wszystko, co wartościowe, gdzieś umyka w zalewie chłamu, choć mam jeszcze wiarę, że na przykład „Gold Soul” ma na tyle siły przebicia do tych bardziej emocjonalnie podchodzących do muzyki fanów, że docenią nie tylko to, że są w tym kawałku rzewne smyczki, ale że zespół wykonujący te dźwięki jest czymś ponadczasowym dzięki wszystkim dźwiękom, które pojawiają się na tej płycie we właściwych momentach. Kiedyś chwaliłem za to łączenie ambitnych i chwytliwych rzeczy włoski P.T.S.D., do dziś trudno mi się oderwać od innych Włochów z (ECHO), a tu proszę, oto kolejny, opatrzony czteroliterowym szyldem band, który działa na podobnym poziomie emocji i przynosi odmienny stan świadomości bez potrzeby wypalenia dużej porcji stuffu, czy już mniej żartobliwie - bez przeczytania wywiadu z nimi na dużym portalu i bez żadnych reklam. Po prostu trzeba trafić na SOON i już wtedy wiecie, że jeśli nosicie w sobie emocje muzyczne, a nie bezmyślność ludzi, którym wystarczy do szczęścia prostacki, discopolowy refren, to zanurzycie się i zadurzycie w tej płycie po uszy. A jeśli komuś potrzeba spokojnego, prawie że balladowego numeru, a już ma dość na przykład „Mary Jane” PEARL JAM, to niech posłucha „Mauveine” i koniec kropka. U2 nie nagrało według kogoś z Was czegoś takiego, jak na „Joshua Tree”, a jednocześnie potrzebujecie totalnego odlotu, to otrzymacie coraz bardziej ku końcowi pojechany „Datura Stramonium”. I tak dalej, itepe. Czapki z głów przed SOON i słuchać, zachwycać się, słuchać. Ten zespół jest skazany na sukces i jak to wykrzykiwał „Stone Cold” Steve Austin - hell yeah!  
 

ocena:  10/ 10

www.soonisonyourside.bandcamp.com


www.facebook.com/soonisonyourside


www.templeoftorturous.com


www.facebook.com/ToTRecords


autor: Diovis



<<<---powrót