| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SPAZZ

“Sweatin’ To the Oldies”

Tankcrimes Records (CD 2016) 

Do przeczytania tej recenzji i - w nieco dalszej być może perspektywie - do zapoznania się z tą niewątpliwą ciekawostką zapraszam tylko tych, co wiedzą, że bez takich formacji, jak SPAZZ świat muzyki byłby mniej interesujący i tylko w takim przypadku będzie łatwiej zapamiętać tę pozycję, bo tak zwykle bywa w takich sytuacjach. Niegdyś określano takie kapele różnie, bo przytrafiały się już w post-punkowej epoce lat 80-ych, ale pech SPAZZ polegał na tym, że zaczęli funkcjonować w drugiej połowie lat 90-ych i w dodatku po NAPALM DEATH, który chyba najbardziej zekstremizował muzykę swoimi rekordowo krótkimi kawałkami, a potem, z różnym skutkiem kontynuowały to różne kapele spod znaku grindu w jego przeróżnych postaciach (włączywszy w to sick/porn grind w wykonaniu MEAT SHITS). Ciekaw jestem, czy przyuważył ich Ryłkołak, który przecież jako jedyny w tym kraju prezentował takie dziwactwa w tamtych czasach, ale przynajmniej w jego nocnych audycjach w RMF FM SPAZZ był nieobecny. A nie da się ukryć, że wydanie „Sweatin’ To the Oldies” przypadło właśnie na ten czas, bo to pozycja wypuszczona przez Slap A Ham Records w 1997 roku i chyba jedna z najbardziej radykalnych, jakie wówczas się pojawiły. Odpowiedzialna za re-edycję Tankcrimes Records twierdzi, że SPAZZ to trio grające hardcore punk / power violence, ale może to być cholernie mylące, bowiem na tym materiale złożonym z naprawdę przeróżnych kawałków pochodzących ze splitów z CHARLES BRONSON, BRUTAL TRUTH, RUPTURE czy FLOOR, ich własnych epek oraz kompilacji i koncertowych wydawnictw mamy nie tylko kilkudziesięciosekundowe łupnięcia w takim właśnie stylu, ale również od cholery czystego grindcore’a, pokombinowane numery o tej samej długości lub ciut bardziej ‘rozwlekłe’, w których jest miejsce na prototypowo sludge/doom’owe rzeczy („Thrice the Heiney”, „Problems In the Homeland”, „Spazz vs. Mother Nature”, najdłuższy na płycie, 4-minutowy „Gnome Servant” „In the Name of…”, „YouGottaMoldIt” etc.), rapowe wstawki („One Ghetto To the Next”), typowo amerykańskie motywy zagrane na banjo („Spudboy”, „Spazz vs. Mother Nature”), fragmenty złożone z prawdziwych lub fikcyjnych zapowiedzi radiowych, trochę sampli z różnych źródeł, bliżej nieokreślone covery i rzeczy ciutkę lżejsze, pokroju tych na swój sposób jajcarskich, acz nie mniej hałaśliwych lub szyderczo traktujących inne stylistyki (np. prześmiewczy „Hug Yourself”). Ale to już jakby zadanie tych, którzy spojrzą na to wydawnictwo w taki bardziej analityczny sposób, bowiem generalnie SPAZZ dla kogoś nie obeznanego z detalami wyda się w całości zespołem z pogranicza grindcore’a, hardcore punka i power violence, bo tak naprawdę większa część tych numerów tak się prezentuje. Szczególnie po dwudziestym którymś numerze już dostajemy zestaw zdecydowanie prostolinijnych i konsekwentnie osadzonych w strefie agresji kawałków z naprawdę drobnymi miejscami na oddech.            
 

ocena:  7/ 10

www.tankcrimes.com


www.facebook.com/tankcrimes


autor: Diovis



<<<---powrót