| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

TRANQUILLIZER

“Des Endes Anfang”

własna produkcja zespołu (CD 2015) 

Jeszcze trochę i będziemy darować sobie w dziale „Recenzje” teksty poświęcone grupom kompletnie nic nie wnoszącym do muzyki metalowej. Szkoda czasu i szkoda atłasu! Może nie jest to bezpośredni przytyk do opisywanego teraz przeze mnie albumu zespołu TRANQUILLIZER, ale może jednak jest, bo kiedy słyszę kolejny półamatorski materiał kogoś określającego swoją muzykę jako ‘melodic death/black metal’, a tak naprawdę to popłuczyny po tych, którzy już przed laty nie byli wyjątkowymi na scenie metalowej, to… ech! Już pal licho nazwy tych „winnych” tej sytuacji! Wystarczy wspomnieć, że pełnoczasowy debiut zmagającego się z wieloma problemami ze składem TRANQUILLIZER powiela te same błędy, jakie robiło przed nimi wielu już dobrych kilkanaście lat temu. Wówczas wszyscy na hurra ruszyli tropem IN FLAMES i DARK TRANQUILLITY, a efekt był taki, że na każdej kolejnej składance dołączanej do swego czasu popularnego w Niemczech magazynu „Eternity” dało się posłuchać raptem kilku numerów, bo cała reszta to był właśnie tzw. ‘melodic death metal’. Takiego potworka zmontował również działający współcześnie wobec tamtych, w większości kompletnie zapomnianych kapel TRANQUILLIZER, choć dołożył do tego odrobinę równie wtórnego ‘melodic black metalu’. „Des Endes Anfang” brzmi strasznie topornie, kawałki oparte są na oklepanych motywach, brzmieniach i rozwiązaniach, choć słuchając okraszonego dęciem w waltornię wstępu „Agonie” można było mieć nadzieję na coś choć trochę przyzwoitego. Nic bardziej mylnego. Z czasem wieje coraz większą nudą, wszystko jest przewidywalne, koślawe i zasłyszane wcześniej już tysiące razy. Co prawda zespół nie podpiera się klawiszami (ich brzmienie pewnie jeszcze bardziej wypaczyłoby całość), ale kiedy przykładowo zwalnia lub wstawia w „Kapitulation” akustyczną wstawkę ze złowrogimi szeptami, to zastanawiam się jak bezkrytycznym trzeba być, aby samym muzykom zachwycać się na tyle, że potem wrzucają to na srebrną blaszkę CD i próbują wcisnąć innym jako ‘pełnowartościowy produkt’.  Jeden punkt dałem im tylko za to, że chwilami przypominają mi taki niemiecki band NOX MORTIS, który swego czasu mocno krytykowano, ale ja mam po dziś dzień do ich muzy jakiś sentyment… 
 

ocena:  1/ 10

www.facebook.com/tranquillizer.official


autor: Diovis



<<<---powrót