| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

WODE

„s/t”

Broken Limbs Recordings & COF Records (LP & MC 2016) 

Kto by pomyślał, że w mieście o tak indie-rockowych tradycjach, jak Manchester może działać formacja pokroju WODE? Na wskroś, choć nie tak do końca black metalowa. Nie powielająca schematów, choć przy tym zwracająca się w mniejszym lub większym stopniu do dziedzictwa tego gatunku. W sumie po wgłębieniu się w temat (o tym, co nakierowało mnie na to przypuszczenie, napiszę nieco później) okazało się, że jednym z trzech muzyków tego bandu jest niejaki M. (Michael) Czerwoniuk (gitarzysta i wokalista), a więc prawdopodobnie nasz rodak i to chyba dzięki temu da się wyczuć na debiutanckim albumie (wcześniej grupa miała na koncie tylko jedno demo nagrane w 2011 roku) elementy bliższe słowiańskiej naturze, choć jest to estetyka raczej bliższa odpowiednio ukraińskiemu DRUDKH z tą zawoluowaną, folkową melodyką niż wielu polskich kapel. W połączeniu z epickością i surowością PRIMORDIAL, zakrapianą elementami sludge’u i doom’u jak u TOMBS i silnie zaakcentowaną skandynawską agresją mamy mniej więcej obraz tego, co składa się na ten sześcio-utworowy materiał. Momentami miałem silne skojarzenia z łódzkim ARCHITECT OF DISEASE (późniejszą inkarnacją IUGULATUS) czy z nieco innej półki - z IMMORTAL. Numery są długie, rozbudowane, odpowiednio równoważone zmianami dynamiki, gęste od dźwięków, wręcz smoliste, a czasem wchodzące w melodyczną, nie przesłodzoną epickość, a wszystko to bez użycia klawiszy, sampli i innych ‘atrakcji’. Chyba trochę na przekór modom i temu, by jednak wzbudzić pewne sentymentalne wycieczki do lat 90-ych, w muzyce WODE dosłyszeć można w niektórych momentach wszelkie znaczniki z tamtego okresu, gdy black metal ewoluował od necro-soundu do hybryd z death metalem, nawet tym naznaczonym melodycznym brzmieniem sceny gothenburskiej. Nie ma się co jednak obawiać o to, że „Wode” to rzecz przystępna i mało ekstremalna. Kumuluje w sobie po prostu różne pierwiastki i można się o tym przekonać nawet słuchając pojedynczych kawałków (na przykład łączącego w sobie naprawdę dużo odmiennych elementów „Cloaked In Ruin”). Na koniec jeszcze chciałbym rozwikłać zagadkę moich domysłów, że WODE ma pewne związki z Polską. Otóż na okładce umieszczono dość rozpoznawalny przez wielu obraz Zbigniewa Beksińskiego, który został wykorzystany za zgodą Muzeum Historycznego w Sanoku. Reasumując - naprawdę niezły debiut i zobaczymy co pokaże przyszłość.
 

ocena:  7,5/ 10

www.facebook.com/wodecult


wode.bandcamp.com


www.brokenlimbsrecordings.net


autor: Diovis



<<<---powrót