| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BLACK STONE CHERRY

"Kentucky"

Mascot Label Group & Mystic Production (CD 2016) 

Tytuł najnowszej płyty BLACK STONE CHERRY może służyć za podpowiedź w dziedzinie pochodzenia muzyków tej amerykańskiej formacji, bo właśnie tam - a ściślej w Edmonton - Chris Robertson (wokal, gitara prowadząca) spotkał perkusistę Johna Freda Younga (syna Richarda Younga z THE KENTUCKY HEADHUNTERS), a wspólne ich muzykowanie miało się na tyle dobrze, że zrodziło w dalszej perspektywie całkiem konkretnie funkcjonujący zespół. Początkowym przesłuchaniom "Kentucky" towarzyszyły raczej mieszane, kłębiące się w mym sercu, uczucia. Już pierwsze dźwięki zdradzają bowiem, że goście znają się na swej profesji, że czują feeling bazującego na southernowym klimacie, na wskroś amerykańskiego hard rocka wszelkimi członkami swoich ciał, jak również podpowiadają na dokładkę, iż muzycy z nich co najmniej dobrzy, o ile nie lepsi. Taką idyllę mąci fakt, że słuchając trzynastu utworów, jakie na wydawnictwo trafiły nie mogłem opędzić się od wrażenia, że zamiast BLACK STONE CHERRY raczę się… AUDIOSLAVE. Ani wokalista, ani żaden inny muzyk nie podrabia w sposób bezpośredni stylu analogicznych członków zespołu Chrisa Cornella, ale wszystkie elementy składowe dają po dopasowaniu do siebie właśnie taki, a nie inny obraz, gdzie wystarczy przysłuchać się uważniej wyśmienitemu skądinąd numerowi "Cheaper To Drink Alone". Obie grupy powstały niby w tym samym czasie, jednak na debiutancki album ekipy Robertsona świat zmuszony był poczekać znacznie dłużej, więc pionierstwo przypisuję wiadomo komu i dlaczego. BLACK STONE CHERRY można posądzić również o wkład w rozwój amerykańskiej sceny post-grunge'owej, bo ileż utworów z "Kentucky" mogłoby spokojnie znaleźć się na dowolnie wybranym krążku takiego CREED? W tym momencie słucham akurat "Long Ride" z numerem piątym i osobiście przeciwwskazań nie dostrzegam. Co by jednak na ten temat nie myśleć, nie mówić i nie pisać, nawet jeśli moje domysły okazują się słuszne (choć oczywiście wolałbym by tak nie było), trzeba przyznać że uczniowie odrobili pracę domową na piąteczkę. Utwory brzmią piekielnie intensywnie i co do tego wątpliwości nie pozostawia już otwierający "The Way of the Future" i nawet jeśli dopiero kolejny, czyli "In Our Dreams" w pełni pokazuje jak dobre refreny i mocne kawałki BLACK STONE CHERRY potrafią płodzić, od samego początku jest bardzo dobrze. Rozpoczynający się iście 'merkurowym' zaśpiewem "Rescue Me" brzmi proszę państwa tak, jakby ci kolesie chcieli rozsadzić nam czaszki rock'n'rollową energią o trafiającym w punkt strumieniu! Wyjątku od reguły nie przyniesie również "Feeling Fuzzy", z jak zwykle cholernie mocnym refrenem, gotującymi się na głośnikowych membranach riffami i kapitalnym wokalem Chrisa. I gdy podczas analizowania materiału "Kentucky" zaczynam sobie uświadamiać, że kolejny raz zagościłem w rock'n'rollowym niebie okazuje się, że najbardziej obfity deszcz spadnie z najmniejszej chmurki. "The Rambler" to ballada na gitarę akustyczną, wokal i smyczki, która może nie wpisuje się bezsprzecznie w bluegrassowy nurt, ale fanom rdzenno-amerykańskiego grania z całą pewnością podsunąć ją można, a nawet trzeba, bo nie na co dzień styka się człowiek z rzeczami tak stymulującymi uczucia jak właśnie ten numer, a nastrój powyższego gęstnieje tu z każdą sekundą. Poruszająca historia opowiedziana muzycznie z wielkim jak galaktyka sercem. Wspomniałem o smyczkach, ale to nie jedyne instrumenty spoza podstawowego zestawu rockbandowego, których partie uświetniają to wydawnictwo. Mamy tu bowiem jeszcze wyśmienity "Soul Machine" ze znakomitym pasażem dęciaków oraz ekstrawagancki "War", brzmiący mniej więcej tak, jakby ich partie wrzucić do jakiegoś utworu KISS. Na koniec wrócę jeszcze raz do 'nieszczęsnego' AUDIOSLAVE. Od dłuższego już czasu czekałem na następcę "Revelations". Liczyłem na reaktywację tamtej grupy, spore nadzieje pokładając również w "King Animal", czyli ostatniej płycie SOUNDGARDEN skoro już o zespołach z udziałem jednej z najlepszych rockowych gardzieli mowa. Wszystko to zawiodło. Zupełnie niespodziewanie w sukurs przyszli zaś właśnie BLACK STONE CHERRY, którzy nie popisali się może graniem przesadnie oryginalnym, ale którzy z nawiązką obronili się świetnym warsztatem kompozytorskim, aranżacyjnym i wykonawczym. Polecam!
 

ocena:  9/ 10

www.facebook.com/blackstonecherry/?fref=ts


www.mascotlabelgroup.com


www.blackstonecherry.com


soundcloud.com/bdw6505


autor: Kępol



<<<---powrót