| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

CHILD BITE

“Negative Noise”

Housecore Records (CD 2016) 

“Muzyka dla przegranych” powraca! Tak określają swoją twórczość muzycy z podupadłego post-industrialnego molocha Detroit, a wtóruje im Phillip H. Anselmo z Housecore Records. Legendarny frontman znany przede wszystkim z PANTERY tak sobie ulubił CHILD BITE, że załatwia im trasy, wydaje, reklamuje i promuje, jak gdyby sam grał w tej kapeli, a ja, znając co nieco jego gust muzyczny, nie dziwię mu się aż tak bardzo. Co prawda od takich ‘dziwadełek’ specem jest raczej Ipecac Recordings, w którym macza palce Mike Patton z FAITH NO MORE, ale czemu tamta firma miała by mieć monopol na takie wydawnictwa?... Dodatkowy wic jest w tym, że „Negative Noise” ukazał się 1 kwietnia i lepszego ‘prima aprilis’ nie można było sobie wyobrazić. Tyczy się to przede wszystkim tych, którzy są otwarci na przeróżne dźwięki, a te są wymieszane przez szaleńców z CHILD BITE w tak wysmakowany, a przy tym - mam takie wrażenie - spontaniczny sposób, że nic, tylko przyklasnąć takiej formacji. Pierwsze kilka minut już wiele wyjaśnia, ale kolejne zaskakują coraz to mocniej, choć słychać, że to jeden zespół, który świetnie czuje się równie dobrze w bezpośredniej, punkowej nawalance a la stary THE DEAD KENNEDYS, totalnym popierdzieleniu w stylu MR. BUNGLE, MELVINS i FANTOMAS, ale również alternatywnym jazgocie THE JESUS LIZARD, post-punkowym szaleństwie THE FALL czy przeróżnych awangardowych rozwiązaniach. Na „Negative Noise” nie mamy typowego, szablonowego traktowania materii muzycznej, za to energia zdolna jest aktywować ponownie co najmniej połowę popadających w ruinę fabryk w rodzinnym mieście muzyków, czyli Detroit. W odróżnieniu od większości snobów, którzy zachwycają się różnymi dźwiękowymi hybrydami, a do czego nie przyznawali się jeszcze kilka lat temu, CHILD BITE podoba mi się za to, że w inteligentny sposób dali się ponieść tak różnym wpływom muzycznym i przekuli to na energetyczną, często po prostu szaloną i nieprzewidywalną muzę. Pozwolili sobie nawet na sześcio- czy siedmiominutowe numery nawiązujące do progresywu, ale odgadując podejście muzyków, nie można tego odbierać dosłownie. A już swoją drogą, taki „Apex of Anxiety” mogli sobie w sumie podarować, bo trochę przynudza…    
 

ocena:  8/ 10

www.childbite.com


www.childbite.bandcamp.com


www.facebook.com/childbite


www.thehousecorerecords.com


autor: Diovis



<<<---powrót