| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DEAD FEATHERS

“Dead Feathers”

HeviSike Records (EP 2016) 

Z jednej strony świetnie się dzieje, że młode kapele powracają do rockowych źródeł, czerpią garściami z muzy lat 70-ych, a nawet 60-ych i niektóre starają się to przekuć po swojemu, bez kopiowania mistrzów. Druga strona medalu jest jednak taka, że tych zespołów narobiło się tysiące i tak naprawdę niewiele z nich ma rację bytu, bo starzy, jak i nowi fani zrobią i tak odsiew. Dlatego dość sceptycznie wczytuję się w te określenia, że ten i ten band to ‘sensacja’, ‘rewelacja’ czy ‘świeży powiew’. Chicagowskie DEAD FEATHERS działa krótko, a już stwierdzono, że demo było „sensacją w podziemiu”. I oczywiście, częściowo nagrane na nowo i zmasterowane wypuszczono jako epkę, by dowieść, że tak właśnie jest. Specjalizująca się w rockowej muzie z podziemia HeviSike Records kładzie nacisk na to, że ich cztery kawałki zawarte na wydawnictwie zatytułowanym po prostu „Dead Feathers” odnoszą się w tekstach natury, sztuki, literatury i filmów, a dla gitarzysty Tony’ego Wolda równie istotna jest historia Indian jako tych naprawdę rdzennych Amerykanów. Z kolei muzyczne inspiracje to podobno FLEETWOOD MAC, VELVET UNDERGROUND i BLUE CHEER, a z tych współczesnych - na przykład BLUES PILLS. Target jest więc po części określony, ale ja słyszę w tych numerach nie do końca przekonującą miksturę raczej mało ekspresyjnego, a za to lajtowego, momentami wręcz półakustycznego rocka z dziewczyną (Marissa Allen) na wokalu. Brzmienie, jakim raczy nas piątka muzyków, to rzeczywiście nawiązanie do lat 70-ych, a chwilami nawet przełomu lat 60-ych i 70-ych, ale czy to aby atut tego zespołu? Nie sądzę. Nie ma w tym iskry, wigoru czy żywiołowości, którą mogliby zaatakować koncertowo, bo słuchając poszczególnych utworów mam wrażenie, że słucham półamatorskiej grupy zasłuchanej w powtarzających się sekwencjach gitarowych akordów, a której się wydaje, że przekazują w ten sposób psychodeliczny, narkotyczny klimat. Najbardziej energetyczny na tym materiale, a umieszczony na końcu „Horse And Sands” też z czasem popada w snujące się sobie a muzom gitarowe zagrywki i przez to nawet nie zauważa się, że jest w tym kawałku kilka mocniej zapodanych riffów. Posłuchajcie DEAD FEATHERS, a zaraz potem parę numerów naszej Ani Rusowicz i zrozumiecie o co mi chodzi i dlaczego uważam, że nasza wokalistka ze swoim zespołem jest o lata świetlne przed takimi grupami, jak ta z Ameryki…  
 

ocena:  3/ 10

www.facebook.com/deadfeathers


hevisike.com


autor: Diovis



<<<---powrót