| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

HERO DESTROYED

"Throes"

Relapse Records (CD 2010) 

Zastanawia mnie czasem, jakim kluczem posługuje się Relapse Records przy wydawaniu swoich pozycji. O zasadzie, że większość zespołów pochodzi ze Stanów Zjednoczonych już się nie raz przekonałem nausznie i naocznie. Że muzyka wydawanych przez nich zespołów musi należeć do pewnej stylistyki też wiem. Ostatnimi czasy jest to najczęściej mieszanka metalu i core'a, ewentualnie sludge'owe brudy lub coś bardziej klasycznego, ale zagranego po nowemu. Do której kategorii wrzucić HERO DESTROYED? Chyba jednak tej pierwszej. Według wydawcy, muzycy z Pittsburgha grają "ważące dziesięć ton riffy", a wokalista "pluje jadem i wściekłością". Wydawać by się mogło, że będziemy mieli do czynienia z cholernie ciężką i agresywną muzą, ja jednak słyszę tu tylko i wyłącznie połamanego hard-core'a połączonego z sludge-metalem, a mimo nawet kilku uważnych przesłuchań, żaden kawałek nie pozostaje w pamięci. Są do siebie cholernie podobne i nie wnoszące nic do gatunku czy nawet któregokolwiek z podgatunków. Wokalista Pat McNicholas wrzeszczy jak najęty, gitarzyści mieszają, basista gra i to nawet sporo, kombinuje z klangami, a perkusista wygina się na wszystkie strony, by wypukać pokręcone rytmy, ale na nic to się nie zdaje, gdy dźwięki jako już konkretne utwory są po prostu jak te "ślepaki" na strzelnicy. Puste, robią dużo huku i nieudolnie imitują wojnę. Może jeszcze na pocieszenie wyróżniłbym "Army of Draccoons" za jakąś myśl przewodnią zamkniętą w najdłuższym, bo trwającym 4 minuty i 45 sekund kawałku na płycie. Reszta jest jakby wycięta z jednego szablonu, zagrana topornie, bez ikry i nie rokuje to dobrze tej debiutującej formacji. Na nic buńczuczne zapowiedzi, jeśli ślub się nie odbył, hahahaha.

ocena:  3/ 10

www.myspace.com/herodestroyed


www.relapse.com


autor: Diovis



<<<---powrót