| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

MESSA

?Belfry?

Aural Music (CD 2016) 

Trzeba sobie jasno i brutalnie uświadomić, że tak legendarnych za ich istnienia kapel, jak BLACK SABBATH, LED ZEPPELIN, IRON MAIDEN czy JUDAS PRIEST już pewnie za swojego życia nie uraczymy. Kiedy oni zejdą ze sceny - będzie cholerny kłopot, bo kto zastąpi niezastąpionych? Cieszmy się więc tym co mamy. Tymi ułamkami megagwiazd, grupami wyjątkowymi i chcącymi po prostu grać rasowego, ciężkiego rocka skażonego metalem oczywiście. Pamiętam jeszcze jak bardzo podobała mi się płyta JEX THOTH - „Blood Moon Rise” i chociaż ten zespół nie pojawia się ostatnimi czasy na moim horyzoncie, to cieszy mnie, że dobre wzorce biorą również inni. Włoska MESSA swoim debiutem może kariery nie zrobi, ale lekki bałagan na scenie owszem, tak. Od razu więc zapraszam do odsłuchu „Belfry”, bo chociaż trochę przynudzają w przydługim i nie wiadomo czemu służącym intro „Alba” (tak zresztą jak w kilku innych fragmentach tej płyty), to „Babalon” już jest przyjemnie słuchalny. Taka nieco psychodeliczna, ni to doom’owa, ni to oldskulowo hard rockowo - bluesowa aura otacza ten numer, w którym jest miejsce na konkretne riffy i przykuwający uwagę głos wokalistki Sary. Chwilami miałem skojarzenia z nieodżałowanym, portugalskim bandem AVA INFERI. „Hour of the Wolf” to - przynajmniej we wstępie, będącym kontynuacją krótkiego, instrumentalnego „Faro” - spokojne, nieco oniryczne granie z nieco innej półki, ale z czasem nastrój zmienia się w żwawy, klasyczny doom hard rock, w którym słychać echa dokonań BLACK SABBATH, PENTAGRAM czy im podobnych. Na uwagę zasługują gitarowe zagrywki autorstwa Marka Sade i Alberta, którzy potrafią budować ciekawe układy riffów. Zdecydowanie najbardziej improwizowanym i odlatującym w klimaty orientalno - mistyczne kawałkiem na płycie jest ponad 10-minutowy „Blood”, gdzie pojawia się mnóstwo dziwnych zaśpiewów Sary, sporo gitarowych solówek, a nawet saksofonowy popis godny najlepszych w psychodelicznym rocku. „Tomba” z kolei ‘płynie’ w stronę mrocznego ambientu i muzycznej awangardy, ale to tylko przerywnik przed kolejną doom’ową ‘ciężarówą’ pt. „New Horns” z ciągotami do czystego hard rocka. Znowu panowie nie dają zbyt pośpiewać swojej frontmance, ale w niczym to nie wadzi, bo mnie takie sensowne kombinowanie w starym stylu przekonuje. Spośród dwóch bonusowych względem pierwotnej, cyfrowej wersji warto zwrócić uwagę na akustyczny, choć trochę zanadto operujący banałem „Confess”. No i mają u mnie plusa za umieszczenie na okładce świetnego zdjęcia z wieżą jakby wyłaniającą się prosto z wody. Oczywiście warto mieć świadomość, że ostatnimi czasy sporo podobnych kapel pojawiło się na scenie, ale wśród nich MESSA jest jednym z ciekawszych akcentów i będę miał na nich oko, a przede wszystkim uszy.  
 

ocena:  7,5/ 10

www.facebook.com/MESSAproject


www.auralmusic.com


autor: Diovis



<<<---powrót