| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

MÜTTERLEIN

“Orphans of the Black Sun”

Sundust Records (CD 2016) 

MÜTTERLEIN to twór jakby z innej planety muzycznej, ale dla chcącego wynieść z obcowania z debiutanckim albumem tej dwuosobowej formacji coś ponad wrażenie, że to ‘jakieś takie inne i dziwne’, kilka słów od kogoś, co już w latach 80-ych na własnych uszach przekonał się, że już wtedy, w łamiącej wszelkie bariery epoce post-punkowej, czaiło się tyle mroku, którego później nie potrafiła przekuć na dźwięki większość black metalowych hord. Rodzące się po 1979 roku zjawiska tuż po punkowej rewolucji THE SEX PISTOLS zaskakiwały dziennikarzy i zwykłych słuchaczy. Hałaśliwie grające zespoły działały obok elektronicznych awangardzistów, rodziły się death rock, gothic rock, cold wave, new wave, dark wave i wszelakie hybrydy muzyczne oraz antymuzyczne. MÜTTERLEIN po części sięga po te elementy na „Orphans of the Black Sun”. Operująca pozornie monotonnym i transowym wokalem Marion Leclercq, która obsługuje poza tym różne instrumenty wraz z towarzyszącym jej Christophem Chavanon’em spróbowali się więc z ogarnięciem materii, która ma łączyć ze sobą elementy death rocka (CHRISTIAN DEATH), post-punkowego transu (THE CURE, JOY DIVISION), bardziej współczesnej awangardy (SWANS) i naturalistycznego żywiołu perkusyjnych oraz organowych wyczynów, które mają wprowadzać w pewnego rodzaju trans i tworzyć ‘bizarowy’, nieco sakralny klimat. Momentami brzmi to interesująco i intrygująco, ale nie przesadzałbym z tym, w jaki sposób Sundust Records (czyli połączone siły Phila z Debemur Morti Productions i Vindsvala z BLUT AUS NORD) reklamuje to wydawnictwo jako „nawiedzony rock”, który ma jakoby nawiązywać do twórczości Diamandy Galas, Jarboe czy Chelsea Wolfe. „Orphans of the Black Sun” ma w sobie oczywiście te konotacje i może się kojarzyć z niezbyt przystępną ofertą wszystkich tych pań i nie tylko, ale darowałbym sobie takie podejście. Jednocześnie poziom emocjonalny rzeczywiście wybitnego numeru „Heirs of Doom” wznosi się pułap nieosiągalny dla wszystkich, ale to, jak i kilka innych szczególnych momentów tej płyty to zbyt mało, aby określać ten album jako wybitny. I piszę to jako człowiek, który nie tylko metalem żyję, a te wspomniane już wcześniej nazwy wchodzą w skład mojego śniadania, lunchu, obiadu lub kolacji (w zależności od nastroju lub dostępnego czasu). Dlatego poczekajmy na rozkwit MÜTTERLEIN lub jego rychły zgon, choć wolałbym to pierwsze.
 

ocena:  6/ 10

www.facebook.com/mutterlein


www.sundust-records.com


autor: Diovis



<<<---powrót