| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

REBAELLIUN

?The Hell?s Decrees?

Hammerheart Records (CD 2016) 

Brazylijski REBAELLIUN powrócił, a koleś, który zajmował się promocją „The Hell’s Decrees” okazał się przy te okazji szarym, mizernym i kompletnie nie nadającym się do zajmowania swoimi obowiązkami dupkiem, który nie potrafił tego przekuć w newsa roku i swoim szefom najwyraźniej przedstawił listę zaprzyjaźnionych webzinów, które coś tam wydukały na ten temat. Najczęściej po holendersku, bo tak jest wygodniej. Nie, nie mam zamiaru robić im reklamy i w dupie w sumie mamy w Mrocznej Strefie temat, że kompletny brak profesjonalizmu tego kolesia niszczy szansę tak zacnej dwie dekady temu firmie, jaką jest Hammerheart Records, ale już to, że próbowaliśmy wielokrotnie (i na różne maile) skontaktować się z tą ‘ofiarą losu’ w związku z tym, że sam oferował mediom mailowe wywiady z Brazylijczykami, a my byliśmy jak najbardziej zainteresowani, mówi chyba wszystko. Tym bardziej, że w związku z „Annihilation” załatwienie wywiadu trwało chyba z piętnaście minut (a były to początki kontaktowania się za pośrednictwem netu). Niech lepiej panicz Jan skupi się na karierze swojego och-tak-wielkiego SAMMATH. A REBAELLIUN A.S. 2016? Nadal sieje zniszczenie, choć dwie sprawy nie dają mi spokoju, jak chodzi o tę ekipę. Po pierwsze jednak uprę się przy tym, że po zniknięciu tej nazwy z horyzontu po dwóch miażdżących albumach „Burn the Promised Land” i „Annihilation” muzycy nie sprawdzili się w swoich nowych projektach i chyba stąd któregoś dnia przyszło im do głowy wrócić pod starym, sprawdzonym szyldem. A po drugie - czy tylko ja mam wrażenie, że gdzieś ta miazgatorska, dewastująca siła dwóch pierwszych albumów gdzieś się rozmyła na „The Hell’s Decrees”? Oczywiście, lata minęły, poprzeczka z poziomem podniosła się jeszcze bardziej, ale gdy słyszę początek nowej płyty Brazylijczyków i ewidentne nawiązywanie do naszego BEHEMOTH w „Affronting the Gods”, a potem jazdę z pogranicza SLAYER z „Reign In Blood” oraz DEICIDE, starego MORBID ANGEL, dodatkowo skrzyżowanych z ANGELCORPSE, VADER i OBITUARY, to żarówka gdzieś tam zaczyna migać doprawdy niebezpiecznie. Kilkanaście lat grali niby podobnie, lecz wtedy miało to tę świeżość i stanowiło nową jakość, co potwierdzili zresztą ich ziomkowie z KRISIUN. Szczerze mówiąc, bardziej od nich wolałem REBAELLIUN i z niekłamanym smutkiem stwierdziłem, że zawiesili działalność na początek tego stulecia. Powinienem więc cieszyć się z ich powrotu, ale moja radość jest jakaś taka niekompletna. Patrząc więc subiektywnie i obiektywnie targają mną dość sprzeczne odczucia. Z jednej strony ich najnowszy materiał przynosi zniszczenie swoją oldskulowym i bezkompromisowym podejściem, a z drugiej wnosi mniej więcej to samo, co na pamiętnych dwóch albumach tej kapeli. Z tą różnicą, że więcej tutaj wolniejszych momentów, jak np. w zasadniczo powolnym „Fire And Brimstone”. Naprawdę chciałbym wystawić tej płycie więcej punktów, ale sentymenty w tym przypadku nie odgrywają aż takiej roli.       
 

ocena:  7/ 10

www.rebaelliundeathmetal.com


www.facebook.com/Rebaelliun?ref=profile


www.hammerheart.com


autor: Diovis



<<<---powrót