| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

HARM

"October Fire"

Battlegod Productions (CD 2016) 

Z zarządzanej przez znanego uważnym czytelnikom/czytelniczkom Mrocznej Strefy Andreasa Nergarda Battlegod Productions dociera do mnie kolejne wydawnictwo. Tym razem na celowniku ustawia mi się norweska, thrashmetalowa maszyneria o nazwie HARM, w której partie gitary prowadzącej przypadły w udziale Nicolayowi Johnsenowi, grającemu również w grupie ZEROZONIC, o której płytach również możecie (lub będziecie mogli wkrótce) na naszych łamach co nieco przeczytać. Skoro już poruszyłem kwestię składu, to może wspomnę jeszcze, że dopełniają go: wokalista/basista Steffan Schulze i perkusista Kevin Kvale. Brzmią oni mniej więcej tak, jakby - ujmując temat lakonicznie - grali lekko modernistyczny thrash metal z blackmetalowym brzmieniem, co odnosi się nie tylko do wokalu, ale i gitar, których operator nie zawsze stroi się nisko. Lubię takie wycieczki pod prąd bieżących trendów i muszę przyznać, że na trzecim i najnowszym albumie studyjnym pod tytułem "October Fire" trio wypracowało całkiem oryginalny styl. Nie sposób podpiąć tego pod jakąś ściśle określoną szkołę takiego młócenia. Niby odgadując inspiracje norwegów należałoby szukać gdzieś w okolicach SLAYER czy SODOM, ale o przywołanie w stopniu niemniejszym upominają się i takie nazwy, jak LEGION OF THE DAMNED, WARBEAST, TESTAMENT, BLOODWRITTEN czy DESTROYER 666. Ustawienie parametrów to jednak dopiero połowa sukcesu, czego "October Fire" jest idealnym wręcz przykładem. Da się tu uświadczyć kilka naprawdę niezłych numerów, ale całościowo, mimo pozornej i niemal nieludzkiej intensywności, płyta zwyczajnie nudzi. Zespół wydaje się w kółko wałkować te same patenty w utworach stanowiących niemal idealny materiał do organizacji zabawy z rodzaju: 'znajdź różnice'. Ponadto sprawia on wrażenie nie do końca zgranego, zupełnie jakby część składu miała wątpliwości odnośnie tego, co wykonuje i nie robiła tego pewną ręką. Znajdziecie tu jednak i takie cięcia, podczas lustracji których robi się naprawdę cieplutko i które tym samym nie pozwalają płycie zjechać na sam dół skali muzycznego poziomu. Na pewno zaliczyć do nich wypada otwierający "Devastator" z biczującym refrenem, w którym HARM całkiem ciekawie buduje napięcie, utrzymany w tempie średnim numer tytułowy i rozkręcający się z prędkością walca drogowego, acz cudnie eksplodujący w dalszej swojej części, "Shadow And the Slave". Jest to jeden z naprawdę niewielu szybszych numerów, które wyszły im bez zgrzytu i potrafią niejako wyodrębnić się na tle mocno jednolitej i nie tak znów do końca ciekawej reszty. Stopniowo wchodzące dźwięki agresywnie pracujących instrumentów w rzeczonym i pierwszym na trakliście "Devastator" torują drogę wrzaskowi a la Tom Araya i piekielna ciuchcia o nazwie HARM rusza pełną parą. Za oknem w moim przedziale sunie jednak mało intrygujący, wyjałowiony przez niekontrolowany ogień krajobraz, z którego to widoku ciężko wyłapać coś, co zapaść by mogło w pamięć czy przyprawić o miły dreszcz podniecenia. 
 

ocena:  5/ 10

www.metal-archives.com/bands/Harm/25734


www.facebook.com/HARMofnorway/


www.harmofnorway.com/


www.battlegod-productions.com


autor: Kępol



<<<---powrót