| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

MONOLITHE

?Zeta Reticuli?

Debemur Morti Productions (CD 2016) 

Im więcej piszę o wydawnictwach MONOLITHE - a ostatnimi czasy Francuzi zrobili się aktywni jak nigdy wcześniej - tym trudniej opisywać mi ich wyczyny płytowe. Swoim poprzednim albumem podnieśli sobie, jak i innym poprzeczkę bardzo wysoko i nie bez kozery, gdy wspomina się o najbardziej wpływowych zespołach w funeral doom’owej stylistyce, to w pierwszym rzędzie przywołuje się między innymi właśnie MONOLITHE. Już w recenzji poprzedniego albumu „Epsilon Aurigae” wspomniałem o tym, ale przypomnę może, iż aktualnie twórczość francuskiej ekipy mieści się gdzieś między rozpasaniem improwizacyjnym ESOTERIC a epickością EA i chociaż każda z tych grup penetruje własną niszę, to wszystkie trzy charakteryzują się rozmachem, indywidualnością i progresywnością, jaką trudno znaleźć u wielu im podobnych. „Zeta Reticuli”, który powstał podczas tej samej sesji co poprzednik, jest ponadto kolejnym wyrachowanym ruchem ze strony MONOLITHE, bo ponownie mamy do czynienia z trzema kawałkami, z których każdy trwa równo kwadrans. Można by więc rzec, że do emocjonalnego podejścia Sylvain Bègot z resztą kolegów dorzucili jeszcze matematyczny niuans, który pewnie czemuś służy, ale to już pewnie swoistą tajemnicą, jaką uda się nam rozszyfrować lub też nie. „Zeta Reticuli” zaczyna się spokojnymi, niepośpiesznymi dźwiękami, z których za moment wyłania się już typowe, epickie, przestrzenne, niepokojące brzmienie MONOLITHE. To „Ecumenopolis”, który tak właściwie ani na jotę nie odbiega od klasycznych kawałków tej grupy, ale cieszy ucho nie tylko pewnymi charakterystycznymi cechami (sound, dysonansowość, ‘płynące’ gdzieś obok gitar złowrogie klawisze, duch improwizacji), lecz także mocnym naciskiem na motoryczność, bo tak po prawdzie jest to szybkie granie jak na doom czy funeral doom metal. Z kolei „TMA-01” jest rozwinięciem instrumentalnego tematu „TMA-0” z „Epsilon Aurigae” i tutaj pokazana jest doskonała współpraca gitar, basu, perkusji, klawiszy i nielicznych sampli, a wszystko to w progresywno - improwizowanym sosie nawiązującym w równym stopniu do lat 70-ych, jak i doom/death metalowej klasyki z nielicznymi, ‘kosmicznymi’ odlotami. Jeszcze innym, dla większości na pewno zaskakującym tropem podąża trzeci i ostatni numer „The Barren Depths”, bo czegoś takiego MONOLITHE nigdy wcześniej nie nagrało. Wyłącznie czyste wokale (w większości autorstwa Guyom’a Pavesi z DEVIANZ i THE COPPERFIELDS), rozwiązania wręcz odległe od doom metalu w jakiejkolwiek postaci (poza końcówką, która już zdecydowanie nawiązuje do ich tradycyjnych rozwiązań), dużo melodyjnych partii i spory ukłon w stronę metalowo - rockowej tradycji to coś, czego ja osobiście się nie spodziewałem, ale i to tutaj zagrało. „Zeta Reticuli” można więc potraktować zarówno jako muzycznego brata „Epsilon Aurigae”, jak i jego swoistą część drugą (dla winylowych kolekcjonerów przygotowano swoją drogą podwójne wydanie obu tych tytułów), ale oczywiście mogą one być traktowane jako oddzielne pozycje. Pod każdym względem genialne i już teraz stanowiące klasykę ‘whatever’ doom’owego. Aż strach się bać, co jeszcze MONOLITHE stworzy. Może skali ocen zabraknąć ;-).     
 

ocena:  10/ 10

www.facebook.com/monolithedoom?fref=ts


www.debemur-morti.com


www.facebook.com/debemurmorti


autor: Diovis



<<<---powrót