| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ZEROZONIC

"Dead On Arrival"

Ozo Records (CD 2007) 

Odcienie muzycznych fascynacji Doda'. Sezon 1. Epizod 4. Tym razem przyszło mi zmierzyć się z debiutanckim krążkiem ZEROZONIC - projektu, w którym posługujący się rzeczonym pseudonimem artystycznym pod innymi szyldami, a tutaj legitymujący się ksywką 'Peisy', Daniel Olaisen daje upust swemu zamiłowaniu do groove metalu, ze szczególnym zdaje się wskazaniem na twórczość PANTERY. "Dead On Arrival" z 2007 roku to album dokumentujący grupę w nieco raczkującym jeszcze stadium, aczkolwiek odsłaniający dość obiecujące jej oblicze. Autorzy "Vulgar Display of Power" odcisnęli srogie piętno na stylu grania ZEROZONIC, co nie pozwala o sobie zapomnieć ani na sekundę. Od charakterystycznego dla Dimebaga Darrella sposobu kostkowania, przez ich kultowy rodzaj pewnie pulsującej rytmiki, aż po manierę Phila Anselmo - gdzie uchem nie sięgnąć słychać PANTERY ryk, co nie wypłukuje jednak ich muzyki z indywidualnego pierwiastka. Pomiędzy wszechobecne thrashowe struktury Peisy powplatał riffy o soczystym, klasycznie heavymetalowym czy wręcz hardrockowym feelingu. Pozornie w przeważającej części jednorodny materiał nagradza uważnych słuchaczy, którzy niezrażeni powyższym dali mu jeszcze kilka kolejnych szans. ZEROZONIC nie należy bowiem do zespołów sypiących jak z rękawa hiciarskimi refrenami, ale przyzwoitym wyczuciem tematu, dobrym warsztatem i smykałką do umiejętnego posługiwania się tzw. smaczkami zdecydowanie nadrabia. Pierwszy na liście "Disembodied" prezentuje granie w tempie średnim, odznaczające się potężną sekcją rytmiczną (były perkusista GREEN CARNATION Tommy Jacksonville + Ole Vistnes - basista TRISTANII), na wskroś męskim wokalem (Leo Moracchiolli) i agresywną, acz na swój sposób wysmakowaną pracą gitar (wiadomo kto) i nie licząc jednego, małego wyjątku od reguły taki stan rzeczy utrzymuje się już do końca. PANTERA to jednak niedościgniony wzorzec dla tego typu zespołów. Potrafili pisać naprawdę zróżnicowaną muzykę, wypuszczając tym samym dzieła, które wciągały i w dalszym ciągu wciągają bez reszty. Szkoda więc, że jedynym wyraźnym urozmaiceniem na płycie jest pojawiająca się w dwóch wersjach (wliczając skróconą, radiową) metalowa ballada pod tytułem "Zero" i że Peisy nie sklecił na potrzeby tego materiału choćby jednego czy dwóch szybszych numerów, bo wtedy słuchałoby się "Dead On Arrival" po prostu lepiej. Ale z jaką balladką oni wtedy wyskoczyli, to już proszę państwa inna sprawa. Takiego numeru nie powstydziłaby się ani rzeczona PANTERA, ani TESTAMENT ani nasz polski VIRGIN SNATCH i tu akurat refren dostajemy przewyborny! Jeden z najjaśniejszych punktów tego krążka, podobnie zresztą jak poprzedzający go "Mr. Funny Man" z niepokojąco biczującym kostkowaniem gitar i podobnie zachowującą się sekcją, co nastręcza skojarzeń z kultowym jak dla mnie "Shedding Skin", wiadomo czyjego autorstwa. To samo można zresztą powiedzieć o eksplodującym kapitalną współpracą gitary i perkusji "Stripped". Im bliżej końca, tym robi się jakby mniej rock'n'rollowo, a bardziej posępnie i nostalgicznie, co podkreślają lekko fałszujące niestety zaśpiewy w "We're All On Fire" czy melancholijny finał "Searching" w postaci subtelnego fingerpickingu, do którego wszystko wydaje się nieuchronnie zmierzać. Specjalnego szału nie ma, ale jeśli kochacie się w graniu takich kapel jak np. PANTERA, THE SIXPOUNDER, SAWBLADE, MACHINE HEAD, CHIMAIRA czy nawet naszego polskiego ACID DRINKERS - który z tego typu łojeniem też ma przecież całkiem sporo wspólnego - z pewnością wyłowicie z debiutu norweskiej ekipy nie jeden dobry kawałek i nie dwa. 
 

ocena:  7/ 10

www.metal-archives.com/bands/Zerozonic/49776


www.facebook.com/ZEROZONIC/


zerozonic.bandcamp.com/


www.zerozonic.com/


autor: Kępol



<<<---powrót