| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

KYLESA

"Spiral Shadow"

Season Of Mist Records (CD 2010) 

Akurat tak jakoś się złożyło, że w tym miesiącu dostały mi się w udziale dwie płyty eksplorujące od strony stylistycznej rejony post-sludgowe (umownie sprawę nazwijmy). Pierwsza to nowy UNEARTHLY TRANCE i gdzieś w ostatnio dodanych recenzjach, kilka słów na rzeczony temat powinno się już pojawić. A przywołałem tutaj tę grupę nie bez powodu, gdyż nagrany przez nich album o jakże enigmatycznym tytule "V" jest jakby drugą stroną medalu, na odwrocie którego widnieje tytuł płyty właśnie recenzowanej. O ile tam mieliśmy do czynienia z muzyką jakby bardziej minimalistyczną, opartą na oszczędnych w swej formie składnikach, połączonych w sposób tak obłędny i wysmakowany, że kapelusze z głów, o tyle "Spiral Shadow" to zupełne jej przeciwieństwo, a jedynym wspólnym mianownikiem dla obu płyt wydaje się być tak zwany poziom. Jak już się pewnie domyślacie, KYLESA uderza z materiałem niezwykle eklektycznym, w którym aż kipi od całej masy kompozycyjno-produkcyjnych rozwiązań, najróżniejszych brzmień i niecodziennych wręcz pomysłów, które połączone razem dały w efekcie mieszankę mocno energetyzującą. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek miał przyjemność obcowania z podobnie brzmiącym, wpisującym się w rzeczoną konwencję albumem. Już sam początek pod postacią "Tired Climb" ze względu na swoje brzmienie i ogólny klimat sprawia wrażenie jakby zapożyczonego z soundtracku do któregoś filmu Quentina Tarantino, choć taki stan rzeczy nie utrzymuje się zbyt długo, bo już za chwilkę czeka nas solidny wjazd zdrowego, porządnego sludge metalu. Cechą charakterystyczną zespołu jest damsko-męski duet wokalny Phillipa i Laury, który to równie dobrze radzi sobie na płaszczyźnie dialogów gitarowych, co nie tak znowu często jest przecież spotykane. A owe pogawędki na gryfie słychać doskonale w kolejnym "Cheating Synergy" z kapitalnie poplątanymi partiami solowymi. "Drop Out" (tytuł zapewne nie do końca przypadkowo pokrywa się z nazwą albumu 16) to z kolei odsłona ewidentnie post-rockowej szkoły z charakterystycznymi dla tego gatunku gitarowymi tremolami. Dalej jest jeszcze lepiej. "Crowded Road" to czysta ekspozycja potężnego jak sto diabłów riffu i naprawdę dobrej melodii, przyprawiona do smaku charakterystyczną być może dla tej stylistyki, acz podaną naprawdę wybornie plemienną grą sekcji rytmicznej. A jeśli chodzi o najbardziej tak naprawdę specyficzny numer na płycie, czyli "Don't Look Back", to pamiętacie być może taki przebój THE PIXIES "Where Is My Mind"? Otóż wspomniany kawałek KYLESA to nie tylko udane do niego odwołanie, które każdym jednym niemalże pociągnięciem za struny, czy wyśpiewanym słowem, przypomina nam o tym powalającym rockowym hymnie, ale również utwór, który śmiało może 'ubiegać się' o tytuł jego następcy. Ciężko uwierzyć, że to nie cover, naprawdę. Choć w "Don't Look Back" najsilniej, to w innych utworach również odczuć można emanacje brytyjskiego rocka, czego przykładem niech będzie choćby takie PLACEBO, czy THE VERVE. Nie zabraknie tu więc ducha muzyki alternatywnej, nie zabraknie również psychodelicznej jazdy bez trzymanki, melancholijnego klimatu czy rockowej drapieżności, a przecież opisałem tylko kilka pierwszych utworów... Płyta przy każdym przesłuchaniu sprawia wrażenie dzieła skończonego, od początku do końca przemyślanego, zabierającego słuchacza w podróż po naprawdę wyszukanych zakątkach rockowego kontynentu.

ocena:  9/ 10

www.myspace.com/kylesa


www.season-of-mist.com


autor: Kępol



<<<---powrót