| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

MAYHEM

"De Mysteriis Dom Sathanas Alive"

własna produkcja zespołu (CD 2016) 

"De Mysteriis Dom Sathanas" grupy MAYHEM to płyta-pomnik ery kontrkulturowego black metalu. Jeden z tych krążków, których płaszczyzny ciosały zręby swych gatunków, a przecież jego zawartość jest tak niepodrabialna, tak wyjątkowa i obawiam się, że w każdym owego sensie - niepowtarzalna. Jakież to ciała niebieskie musiałaby ustawić się w jednym szeregu by ktokolwiek zarejestrował powtórnie ósemkę prawdziwie legendarnych utworów, które trafiły nań w roku 1994 i kvltv nie splamił? Black metal to konwencja redefiniująca pojęcia jakości i umiejętności. Zagrać jak członkowie VENOM czy HELLHAMMER na pierwszych wydawnictwach potrafiłby chyba mało kto, bo większość współczesnych muzyków metalowych czy rockowych nie jest w stanie pochwalić się aż tak kiepskim warsztatem jak oni w miejscu i czasie powstania rzeczonych. Również nie każdy dobrze wyprodukowany materiał zdaje się brzmieć stosownie wedle kryteriów tradycyjnego, obskurnego, naznaczonego pewnym prymitywizmem, surowego black metalu. Czasy diametralnie się zmieniły. Mimo, iż obecność metalu jako takiego w popkulturze była stwierdzalna już u zarania jego dziejów to właśnie dzisiaj dochodzi do sytuacji, w której kompletnie zaciera się granica między - nazwijmy to umownie - wykonawczą czy realizatorską profesjonalizacją jego, a muzyki będącej domeną branżowych zawodowców. Black metal to już dziś nie tylko kserowane w domowych warunkach ziny, nagrywanie demówek w piwnicach przy świecach, czarno-białe okładki i wąskie grono wtajemniczonych, które daną nazwę zna. Dziś black metal to bardzo często kubek z logotypem danej kapeli, nawet jeśli chropowate to wszak nierzadko krystalicznie czyste brzmienie, teledyski nie ustępujące budżetem czy rozmachem tym wyświetlanym w MTV i wyprzedane bilety w niejednym, i nie takim znowu małym, klubie. W takich oto czasach obecne wcielenie MAYHEM postawiło przed sobą wyzwanie wykonywania na żywo najważniejszej dla aktu (i jednej z najważniejszych dla konwencji w ogóle) płyty, robiąc w niespełna ćwierć wieku od chwili jej wydania dokładnie to, co czyniły przed nimi dziesiątki, o ile nie setki, innych kapel. A że pierwszy występ, jaki w ramach owej trasy fanom ofiarowali uwiecznił, zmiksował i zmasterował im Tore Stjerna (realizator nagrań m.in. FUNERAL MIST, WATAIN, NOCTEM, ONHEIL) mamy okazję posłuchać współczesnego, koncertowego wykonania całości "De Mysteriis Dom Sathanas" w tak zwanych domowych ciepłych kapciach. Jedynymi członkami składu, jaki nagrywał płytę wydaną dwadzieścia trzy lata temu są dzisiaj wokalista Attila Csihar oraz bębniarz Hellhammer. Można zastanawiać się w tym miejscu nad opcją dokooptowania doń na tę okazję Vikernesa, który jak wiadomo posadził na potrzeby tamtejszej sesji partie basu, ale mniejsza już w sumie o to. Według mnie największym uszczerbkiem byłaby tu niewątpliwie nieobecność Attili, którego charakterystyczny wokal z pogranicza typowego blackmetalowego skrzeku i jakiegoś mrocznego, metafizycznego pomrukiwania przeszedł do absolutnej historii kreując tym samym iście emblematyczny dla gatunku model śpiewnej ekspresji. Przyznam szczerze, że po raz pierwszy stoję przed zadaniem oceny tego typu wydawnictwa i kwestia przyjęcia odpowiednich kryteriów jest dla mnie zagwozdką niemałego kalibru. Jeśliby poddawać weryfikacji same utwory wiadomo, że nota zamyka skalę. Począwszy na iście epickim, a przecież wygranym za sprawą gitarowych tremoli, preludium do "Funeral Fog", przez progresywne wręcz jak na tamte czasy rozwiązania w "Life Eternal", na wielkim finale przy akompaniamencie lamentacyjnych wokaliz Attili w utworze tytułowym zaś kończąc, materiał arcydziełem wszakże jest! Wydaje mi się jednak, że powinienem raczej postawić pytanie o skutek odwzorowania - względnie reinterpretacji - tychże, poczynionej 18 grudnia, 2015 roku, w szwedzkim Norrkoping, w ramach 'Black Christmass Festival'. O tym jak wiele zmieniło się w ciągu wspomnianego, niepełnego ćwierćwiecza niech świadczy fakt, że zarejestrowany w warunkach koncertowych album brzmi w sposób nieporównywalnie bardziej czytelny i przejrzysty niż jego studyjny odpowiednik sprzed lat. Być może spora w tym zasługa Stjerny, a może MAYHEM ogólnie tak brzmi? Sądząc po legendarnym ich występie na Brutal Assault w 2006 roku, podczas którego Attila wspiął się na istny szczyt mrocznej teatralności i który miałem bezgraniczną przyjemność obejrzeć śmiem twierdzić, że bardzo wiele prawdy w tym ostatnim, choć podczas słuchania "De Mysteriis Dom Sathanas Alive" minimalnie zabrakło mi tego charakterystycznie zmatowionego, przytłumionego brzmienia, jakie cechowało oryginalny album z 1994 roku. Argument, że to zupełnie inna epoka wykonania czy realizacji nagrań nie do końca do mnie przemawia, bo przecież to samo można było rzec w roku 2007 kiedy to MAYHEM wypuścił wyśmienity "Ordo ad Chao", gdzie zagrał technicznie, ale brzmiał garażowo, co dla wielu było akurat olbrzymim plusem wydawnictwa. Koncertówka wypada jednak bardzo dobrze. Nowi gitarzyści (Teloch, Ghul) czują w paluchach 'arkana szatańskiej nuty' na norweską modłę niczym polski obywatel rozgoryczenie w związku z obecnym status quo, a wokal Attili nie dość, że nie stracił nic ze swej złowrogiej tajemniczości, to jeszcze wydaje się dziś o wiele pewniejszy, nie wspominając nawet o poziomie technicznym, na jaki już dawno temu wspiął się przecież Hellhammer. Kawał świetnej, należycie wykonanej muzy, a że MAYHEM brzmią tu bardziej jak współczesny MARDUK niż oni sami dwadzieścia trzy lata wstecz? Cóż, życie!
 

ocena:  8/ 10

www.metal-archives.com/bands/Mayhem/67


www.instagram.com/thetruemayhem


www.facebook.com/mayhemofficial


mayhemofficial.bandcamp.com/


twitter.com/mayhemnorway


autor: Kępol



<<<---powrót