| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

MITHRAS

"On Strange Loops"

Galactic Records (CD 2016) 

Jak pisze się recenzję z pozycji nie tyle kolan, ile zmiecionego z powierzchni ziemi biedaka, który nie zdążył jeszcze nawet na dobre przetworzyć w głowie informacji o tym, co zaszło? Z pewnością niełatwo, ale niezrażony podnoszę rękawicę. Trafiłem kiedyś w serwisie Metal Injection na felieton, którego autor argumentował swą tezę, jakoby ukazywało się dzisiaj znacznie więcej wydawnictw z wartościową muzyką metalową niż kiedyś. Wielu żachnie się z pewnością i poniekąd słusznie na opinię powyższą, bo przecież wiadomo, że "Paranoid", że "Master of Puppets" i "The Sound of Perseverance"… ale tylko poniekąd. Słyszy się utyskiwania, że 'wszystko już było', że konwencje ciężkiego łojenia 'pożerają własny ogon', że 'starych wyjadaczy nie ma kto zastąpić', a mimo to nawet tak zgorzkniały cynik jak ja skłonny jest zaryzykować stwierdzenie, że jeśli ogół zmian, jakie przechodzi muzyka tej sceny odniesiemy do zjawiska ewolucji, to dziś zdolni jesteśmy zaobserwować niekłamany rozkwit życia w najbujniejszej swej postaci odznaczającej się niespotykaną wcześniej wielością i złożonością form. Takie myśli kiełkują przynajmniej w głowie podczas sonicznej lektury najnowszego, oszałamiającego dzieła brytyjskiego MITHRAS. Proszę państwa - co to jest za płyta! Jej profil stylistyczny można by przybliżyć w jednym zdaniu pisząc, że to wypadkowa brutalnego, technicznego, oldschoolowego death metalu i opartej na fusionowych strukturach progresywnej jego odmiany, którą dostawaliśmy już wcześniej, choćby na wyśmienitym albumie debiutanckim australijskiego THE RITUAL AURA, ale nie sądzę by dało to komuś choćby pobieżne wyobrażenie o tym, co usłyszy sięgając po plastik Anglików. Załóżmy więc, że MORBID ANGEL z Erikiem Rutanem na stanowisku drugiego gitarzysty nie nagrali "Formulas Fatal To the Flesh", a zamiast tego pokusili się o stworzenie swoistego projektu muzycznego ściągając na wokal Jana-Chrisa de Koeijera z GOREFEST i wymieniając Azagthotha na Paula Masvidala z CYNIC… Nie! Nawet taki eksperyment myślowy nie daje rady w starciu ze wspomnianą misją, bo tego, co można uświadczyć na ostatnim krążku MITHRAS pod tytułem "On Strange Loops" nie oddałby do końca nawet sam Tadeusz Miciński, gdyby oczywiście wciąż żył. Drążące tunele w czaszce tremola gitar pracują na tym albumie w piekielnej korelacji ze ścinającymi białko w mózgu partiami perkusji, siadającymi falą uderzeniową na sercu tąpnięciami basu, otwierającymi usta partiami gitary solowej i trzewiowego, acz majestatycznie wzniosłego wokalu. Dość powiedzieć w tym miejscu, że MITHRAS zawiesił działalność koncertową, gdyż wymaganiom Leona Maceya - który w studyjnych murach nagrywa partie wszystkich instrumentów z wyjątkiem basu i wokalu - nie sprostał żaden dostępny dla nich logistycznie (tudzież grafikowo) perkusista. Ze stylem gry owego miałem niewątpliwą przyjemność zetknąć się już wcześniej podczas recenzowania kapitalnego debiutu amerykańskiego CONTRARIAN, gdzie Leon wycina cudeńka na gitarowym gryfie, aczkolwiek ma on jeszcze na głowie kilka innych przedsięwzięć, których zgłębienie zajmuje honorowe miejsce na mojej niepisanej liście rzeczy do zrealizowania. Wróćmy jednak na ziemię, czyli do traklisty "On Strange Loops", choć nie bardzo wiem czy sypanie tytułami utworów dla zasady ma zwyczajnie sens, bo ten album to w zasadzie czysty, pięćdziesięcio-sześcio-minutowy muzyczny orgazm! W pierwszym, rozkręcającym się za sprawą jednostajnie przyspieszających uderzeń zegara, progresywnym "Why Do We Live?" nie zaczynają oni z pełną mocą uderzeniową i takoż nie kończą w zamykającym, analogicznie wygasającym utworze tytułowym, więc można rzec, że wielki finał to również wielki początek tej płyty, co sugerować może już sama okładka i co znajduje również odzwierciedlenie w tekstach. W "When the Stars Align" tytułowe gwiazdy rzeczywiście ustawiają się w jednej linii, ogień krzepnie, blask ciemnieje, a odbiorca nie ma pojęcia gdzie kończy się w tej muzyce hołdowanie tłustej, śmierćmetalowej brutalności i staro-szkolnej zgniliźnie, a gdzie zaczyna międzygwiezdny lot bez trzymanki w oparach eterycznie, fusionowo-brzmiących leadów, delikatnie muskanych akordów i zabawy całym asortymentem samplowo-elektronicznych akcentów, którymi bardzo zgrabnie uzupełniono ten iście esencjonalny dla gatunku album. "Part the Ways" brzmi jak MORBID ANGEL i ATHEIST w jednym i to w najlepszej możliwej formie! Te gradobicia blastów, ta wyczerpująca ofensywa pracy riffów, te pastelowe wyciszenia płynnie przechodzące w zmasowane ataki po prostu odbiorą Wam mowę! W "Odyssey's End" atmosfera gęstnieje z sekundy na sekundę i nawet jeśli doskonale wiadomo, że wszystko zmierza w tym utworze do jednej wielkiej instrumentalnej eksplozji ona i tak zaskakuje i wyrywa z butów! Spotkałem się gdzieś na facebookowym profilu kapeli z określeniem 'RUSH muzyki ekstremalnej' i według mnie nie jest ono ani trochę przesadzone. "On Strange Loops" to granie agresywne, ciężkie, ociekające rozkładem i skryte w odmętach mroku, a przecież tak wyrafinowane, pełne pulsującej witalnością mocy i przejmującego podziwem majestatu. Tak świeże i wizjonerskie, a przecież tak dalekie od silenia się na wyśrubowaną kombinatorykę. MITHRAS ukuł sobie termin cosmic death metal na określenie uprawianego przezeń stylu i uważam go za w pełni trafiony, bo jeśli istnieje coś, co można określić mianem astrofizycznego feelingu w muzyce, Leon Macey zdecydowanie wie gdzie tego czegoś szukać, jak wydobywać i jak transponować do świata death metalu. 
 

ocena:  10/ 10

www.metal-archives.com/bands/Mithras/6600


www.facebook.com/mithrasuk/?fref=ts


mithrasuk.bandcamp.com/


www.mithras.org.uk


autor: Kępol



<<<---powrót