| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

STONED JESUS

"First Communion"

Solitude Productions & DarkZone Productions (CD 2010) 

Kto powiedział, że za naszą wschodnią granicą nie ma ciekawych inicjatyw muzycznych? Taki człowiek musi mieć wyjątkowo oporny mózg nafaszerowany sloganami wciskanymi przez media. Już od paru ładnych lat różnice (przynajmniej ta muzyczne) między tak zwanym światem Zachodu i Wschodu rozmyły się i musimy pogodzić się, że z czasem oczy możnych wydawców z Niemiec, Stanów czy Wielkiej Brytanii zwrócą się ku Ukrainie czy Rosji. Bo jak się okazuje - coraz więcej i więcej ciekawych zespołów pojawia się w byłych krajach Związku Radzieckiego. Na szczęście na posterunku jest Solitude Productions z różnymi przyległymi firmami i przygarnia do siebie coraz to nowe twarze z tamtego regionu (a i nie tylko). W innym miejscu przeczytacie na przykład recenzje nowych albumów REVELATIONS OF RAIN, LETARGY DREAM czy SIDERIS NOCTEM, a ukraiński STONED JESUS, który jest zdecydowanie wśród tych kapel najmłodszy stażem, nie pozostaje wiele z tyłu. Obrali sobie trudną drogę, bo grają nasączony psychodelią hard rock, na który zwracał swego czasu uwagę przede wszystkim Lee Dorian z CATHEDRAL, działający z powodzeniem także pod szyldem swojej firmy wydawniczej Rise Above Records. Myślę, że STONED JESUS mógłby bez obaw znaleźć się w katalogu tego labela, tyle że pierwszy docenił to ktoś inny. Nie będą mieli łatwego życia, bo mimo pójścia w ślady takich tuzów, jak BLACK SABBATH i PENTAGRAM (USA) czy już trochę młodszych formacji pokroju ELECTRIC WIZARD, SLEEP czy ST. VITUS fanów takiego grania nie liczy się na całym świecie w tysiącach. Taka muzyka dociera głównie do koneserów nieco archaicznego, opartego na klasycznym instrumentarium i hard rockowo-bluesowych strukturach grania. Już słuchając specyficznych, topornych riffów, cholernie żywo i autentycznie brzmiącego basu i perkusji oraz głosu Igora, który przypomina młodego Ozzy Osbourne'a wiadomo, że cofamy się w czasie do początku lat 70-ych, gdy płyty takie, jak "Black Sabbath", "Paranoid" czy "Sabbath Bloody Sabbath" były ciosem w piosenkowy świat muzyki. W latach 80-ych wspomnienia ożyły i jak się okazuje - do dziś są niezmienną inspiracją dla młodych muzyków. O ile jeszcze "Occult" i "Red Wine" proponują dość przejrzyste, nawet na swój sposób przebojowe podejście do doom rockowego tworzywa, to "Black Woods" już zdecydowanie stawia na prymitywizm, pierwotność i trans, kompletnie nieprzyswajalne dla kogoś zasłuchanego w nowocześnie brzmiących wydawnictwach. Jeśli jednak ktoś zwraca uwagę na okładkę i takie detale, jak specyficzne liternictwo, nie będzie miał wątpliwości, że efekt jest zamierzony i nie ma w tym miejsca na współczesne wynalazki czy podlizywanie się wyznaczanym przez masy trendom. W STONED JESUS spotkało się trzech muzyków, dla których mamy ciągle rok 1971, a długowłosi, obwieszeni koralikami kolesie biorą gitary do ręki i pod wpływem różnych zakazanych środków improwizują i wykrzykują swoją złość w formie nawiedzonych, pełnych okultystycznych odnośników i fantazyjnych postaci tekstów. I tak jak to było dawniej standardem - nagrań dokonują w ciągu jednej sesji trwającej tylko jeden dzień. Dla mnie bomba!

ocena:  8/ 10

www.myspace.com/stonedjesusmusic


solitude-prod.com


www.myspace.com/solitudeprod


autor: Diovis



<<<---powrót