| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

UNEARTHLY TRANCE

"V"

Relapse Records (CD 2010) 

Obrodziło nam ostatnio sludgowo - post rockowymi projektami i nie odkryję, na powyższych łamach Ameryki, jeśli napiszę, że logo wytwórni nie jest w tym miejscu pozbawione znaczenia. Tym razem poddajemy analizie ostatni krążek studyjny amerykańskiego UNEARTHLY TRANCE - zespołu, który wydawszy, dziesięć lat do tyłu, swoje pierwsze tchnienie, para się od tego czasu wykonywaniem muzyki z rejonów chwilkę temu umownie zdefiniowanych. Krążek jakże niepozorny, bo przecież nazwa grupy od razu sugeruje, iż zespół z tradycyjnie pojmowaną muzyką do czynienia ma raczej niewiele. Można było spodziewać się po ich twórczości dźwięków, jakimi większość kapel o zachowawczym stosunku do grania nie wypełnia raczej swoich płyt, najeżonych samplami, klawiszami, elektroniką i wszelkimi innymi cudami niewidami dzisiejszej techniki. Nic bardziej mylnego. "V" to album osadzony w dawno temu określonej stylistyce klasyków gatunku z tyleż zasłużonym, ileż oczywistym NEUROSIS na czele, eksploatowanej, od strony wykonawczej w sposób niezwykle oszczędny. Próżno tu szukać prób wykorzystania jakichkolwiek instrumentów spoza podstawowego zestawu każdego jednego rockowego bandu. Płyta zaczyna się mięsistym riffem podbitym charakterystycznie 'łupoczacą' na spółkę z basem, perkusją i tak pozostaje już do końca naszej z nią przygody. Urozmaicenie przychodzi głównie dzięki wykorzystaniu pewnych elementów muzyki psychodelicznej oraz akcentów kakofonicznych. Wszystko wyglądałoby wręcz banalnie i przewidywalnie, gdyby nie fakt, że wszelkie te zgrzyty, piski i rzężenia wydobyte są, ze wspomnianego - podstawowego instrumentarium, czyli odbywa się to głównie poprzez zabawę efektami gitarowymi typu reverb, czy delay, czyli tak jak to miało miejsce w przypadku dokonań rewolucjonisty tego instrumentu - Jimmy'ego Hendrixa, grup psychodelicznych lat sześćdziesiątych (nawet PINK FLOYD w tamtym okresie nie grał jeszcze współcześnie rozumianego progresywu i "The Piper At the Gates of Dawn", czy "The Saucerful of Secrets" to jak najbardziej adekwatne tytuły, żeby nie szukać nie wiadomo gdzie), czy wczesnego rocka progresywnego następnej dekady ("The Lamb Lies Down On Broadway" wiadomych dinozaurów kipi wręcz podobnymi zagrywkami z apogeum w postaci "The Waiting Room" jako jaskrawym przykładem). O ile więc na pierwszym - "Unveiled" wspomniana konwencja odciska się w sposób raczej nieśmiały, o tyle już w następnym "The Horsemen Arrive In the Night" muzycy puszczają wodze instrumentalnej wyobraźni. Wiele pod tym względem dzieje się też w zamykającym (nie licząc niezatytułowanego outro) "The Leveling", czy "Adversaries Mask Part II". Poprzedzająca go natomiast część pierwsza, to obok "Sleeping While They Feast" najlepiej chyba skomponowany kawałek na płycie. Nie można jeszcze zapomnieć o "The Tesla Effect", gdzie nacieszymy się muzyką o wprawdzie subtelnych, acz wyraźnie obecnych elementach tradycyjnego death, czy thrash metalu. Materiał daleki jest również od skocznego, energicznego zacięcia dokonań MELVINS, czy 16, stąd więcej w nim doom'u (posłuchajcie "The Leveling" z odwołaniem do kultowego "Black Sabbath" tejże formacji...) na post rockową nutkę, niż naleciałości hardcore'owych. Początkowo odniosłem wrażenie, że za mało tu różnorodności, za proste jakieś to jest, ale to przecież nie sztuka napchać bajerów całą moc i się z tego cieszyć. Jest walec, są nie byle jakie kompozycje, jest naprawdę fajny pomysł na własny styl i idealnie współgrający z tym wszystkim wokal Ryana Lipynsky'ego, stąd i nota będzie przyzwoita.

ocena:  9/ 10

www.myspace.com/utny


www.unearthlytrance.com/home


www.relapse.com


autor: Kępol



<<<---powrót