| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ATHEIST

"Jupiter"

Season Of Mist Records (CD 2010) 

Czym jeszcze zaskoczy mnie rok bieżący? Chociaż, tak w zasadzie można się było spodziewać, że amerykańscy bogowie jazz/death metalu wcześniej czy później uraczą nas pełnoprawnym, studyjnym albumem. Rok temu przywieźli przecież zapis występu z najbardziej prestiżowego festiwalu metalowego na świecie, odfajkowując tym samym swoje indywidualne stanowisko w sprawie tak zwane "Live At Wacken", co właściwie każda reaktywowana nazwa z przeszłości ostatnio ma w zwyczaju. Będąc lojalnym i szczerym nadstawię od razu pleców i przyznam bez szemrania, że z rzeczonym wydawnictwem kontaktu słuchowego niestety nie miałem. Ot, anons o nim w zalewie innych informacji gdzieś mi się tam przewinął i niczym każdy wzorowy harcerz, obiecałem sobie ową zaległość nadrobić. "Jupiter" zalicza właśnie 'naste' już okrążenie w moim odtwarzaczu i do odrobienia powyższej pracy domowej czuję się naprawdę mocno zdopingowany. Bo reaktywacja tego zespołu to z całą pewnością nie jest zjazd absolwentów szkółki niedzielnej, którzy w przerwie między grillem u cioci Gertrudy a kolejnym odcinkiem wieczornej telenoweli, przypomnieli sobie o tym, że kiedyś znali takiego pana 'x', czy delikwenta 'y' i żeby tego było mało, jakaś wspólna działalność ongiś ich łączyła. Zapomnijcie. "Second To Sun" wybucha klasycznym dla zespołu pochodem posiekanego rytmu i ciut odmienionego, acz wyraźnie rozpoznawalnego wokalu. Czekają nas bardzo konkretne i dość brutalne uderzenia, świetnie zaakcentowane wokalem Shaefer'a, który od czysto growlingowych akcentów zbyt mocno nie stroni. Albo taki "When the Beast". O mamo! Numer zaczyna się riffem jakby sprzed debiutu formacji, jakby żywcem odgrzanym z jakiegoś demo, pochodzącym z czasów gdy kompania nie mogła przecież marzyć nawet o stylu fusion! Tak czy inaczej ten motyw to nie licząc soczystego, acz wyjątkowo dobrze obrobionego brzmienia, totalna surowizna, piwniczna stęchlizna i blackowy tak właściwie, skuwający powietrze mrok. I akompaniując takiemu misterium wchodzą proszę ja was te wszystkie klangujące basy, jazzujące gary i gitarowe zawijasy, jakimi epatował "Elements"! Doszliśmy więc do jednej z dwóch według mnie najważniejszych cech charakterystycznych dla tego krążka. Oczywiście można się czepić, że eklektyczność to dzisiaj imię od bierzmowania co drugiej metalowej kapeli, że ATHEIST wyciągnął średnią z dotychczasowych dokonań i podobnie jak BEHEMOTH, zaprezentował pod swym najświeższym tytułem taki zręczny miszmasz swojej stylistycznej spuścizny. Ci, którzy tak sprawę ujmą niech nie zapomną jednak o tym, że "Jupiter" to album wybitnie gitarowy. Wiosła wysunięto tu zdecydowanie na czoło i słuchając tej płyty już widzę oczyma wyobraźni jak wszelkie branżowe pisma, owemu instrumentowi poświęcone, wrzucają na warsztatowy stół taki "Third Person", czy "Faux King Christ". Jest to ponadto album o dość unikalnej motoryce, który pomimo niewyobrażalnego wręcz poziomu technicznego potrafi karkiem pobujać. ATHEIST postarał się również o pewne okiełznanie swego dźwiękowego chaosu, z jakiego zasłynął, doskonałymi w swej estetyce płytami "Unquestionable Presence", czy "Elements". Pamiętacie taki "Mineral"? Jeśli tak, to przygotujcie się na to, że podobnych, jak dla mnie całkiem dojrzałych rozwiązań znajdziecie na "Jupiter" bardzo, ale to bardzo dużo. Oczywiście nie śmiem zarzucać czegokolwiek wspomnianym arcyklasykom takiego grania. To jest kawał historii i albumy, jak na tamte czasy co najmniej awangardowe. Tutaj słychać jednak, że to naprawdę dojrzali muzycy, że przez te wszystkie lata wiele przemyśleli, wielu nowych rzeczy się nauczyli, że okrzepli w wyłanianiu konkretnych form z dźwiękowej otchłani. Słuchając młodszych adeptów spod szyldów takich jak OBSCURA, EPHEL DUATH, MASTODON, czy mojej przeukochanej GOJIRY, mogą być dumni, że eksperymenty sprzed lat stworzyły podstawy czegoś zupełnie nowego, świeżego. Stojąc z nimi ramię w ramię mogą być dumni również z siebie, bo wracając po latach wracają w takiej formie i z takimi pomysłami, że przejście dla mistrzów! Druga nazwa wielkiej trójcy amerykańskiego jazz/death metalu lat dziewięćdziesiątych widnieje na sztandarze! Gdyby tak jeszcze żył Chuck...

ocena:  10/ 10

www.atheistmusic.com


www.officialatheist.com


www.myspace.com/kellysatheistwebsite


www.season-of-mist.com


autor: Kępol



<<<---powrót