| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BURDEN

"A Hole In the Shell"

Van Records (CD 2010) 

Przyglądałem się temu materiałowi od dosłownie każdej jednej strony. Przystawiłem ucho do subwoofera, próbowałem rozpłynąć się w harmoniach, melodiach i innych aspektach drgań powietrza, jakie w przypadku specyficznej ich odmiany, zwanej dalej muzyką, zręcznej i roztropnej obróbce podlegać winny. Okrążeń tej płyty zaliczyłem około pięć i choć jest to kwestia gustu, a o gustach się nie dyskutuje, jestem pewien, że każdy kto choć raz przesłuchał "A Hole In the Shell" spojrzy na widniejący pod tekstem pseudonim z wyrazami nie tylko uznania, ale i współczucia. Niestety, obowiązek rzetelnego raportowania tego co dostaję do recenzji wisi nieubłagalnie nad klawiaturą i nieuchronnie zbliżamy się proszę państwa do konkluzji tej recenzji, a brzmi ona tak, że ta płyta to po prostu produkt, jakiego twórcy popełnili najpospolitszy w kontekście naszych czasów błąd jakościowy. Jest to bowiem pięknie opakowany kawałek zwykłej muzycznej tandety. Okładka ozdobiona została fajnym zestawem kolorów. Logo też ładne, nie powiem. Zdjęcia na MySpace bajeranckie i nawet brzmią te utwory całkiem nieźle, lecz jak widać - to stanowczo za mało by zbierać laury i podbijać światy. Cóż z tego, że instrumenty nie wypadają tym pięciu panom z rąk, że Thorsten warunki głosowe ma co najmniej obiecujące, a Marcus ze swych sześciu strun, całkiem sabbath'owe riffy potrafi wycisnąć? Nic to w konfrontacji z tak zwaną stroną kompozycyjną, bo ze względu na nią ciężko przywołać mi w tym momencie jakikolwiek tytuł. "The Slug. The Drag. The Misery." i "Stampede" wyróżniają się wyłącznie ze względu na kalkowanie stylu PANTERY, szczególnie w warstwie wokalnej i jeśli ktokolwiek z sympatyków tej legendarnej grupy ma nadzieję na petardę w stylu "Cowboys From Hell", lub wysmakowany walec spod znaku "I'm Broken", ten gorzko się zawiedzie. Cokolwiek dziać zaczyna się w ostatnim "Conflict" z ukrytym, akustycznym numerem, w przypadku którego chwilami robi się nawet lirycznie, choć marna to rekompensata czasu zmarnowanego na odsłuch tego wytworu. Również sam "Conflict", o wyraźnym post rockowym posmaku, zdradza pewne przebłyski swych twórców. Kojarzyć się może nieco z wolniejszymi numerami MASTODON, a wejście mocniejszego riffu w dalszej jego części to pierwszy, tak między bogiem a prawdą, moment płyty, w którym możemy odczuć, że ktokolwiek tę muzykę pisał. Wszystko inne zlewa się w jedną, monolityczną, jednostajną, mętną, mdłą pseudo stonerową papkę. To są dźwięki, które ani nie irytują, ani nie grzeją, ani ziębią, ani nawet podatnych na kicz sensorów łechtać jakoś nie chcą. Punkt za wokal. Punkt za brzmienie i ogólny punkt za efekty wizualne. Jeśli Thorsten nie przemyśli swej kariery naprawdę poważnie, kolejny talent brutalnie się zmarnuje.

ocena:  3/ 10

www.burden-online.com


www.myspace.com/listentoburden


www.van-gbr.de


autor: Kępol



<<<---powrót