| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DEIVOS

?Endemic Divine?

Selfmadegod Records (CD 2017) 

W nielicznych ostatnimi czasy prywatnych rozmowach o death metalu i metalu w ogóle, często twierdzę, że w ciągu kilku ostatnich lat polski decior przechodzi lekko mówiąc kryzys. Porównując z sytuacją z lat 90-ych ubiegłego stulecia czy nawet pierwszych kilku lat XXI wieku pojawia się faktycznie mało udanych pozycji z tą muzą, ale to chyba ogólnoświatowa tendencja. Czy coś się wypaliło, czy większość zauważalnych kapel gra albo oldskulową, najczęściej ‘szwedzką’ odmianę tego gatunku, albo nowoczesne wygibasy, to też problem, który łatwo dostrzec. Dlatego taki zespół jak DEIVOS jest dla mnie miodem na serce i o ile lubelska ekipa nie sięga po obecnie modną typówkę, to jedno, a to, że do mistrzostwa wręcz rozwinęli swój styl łączący brutalność i technikę to rzecz druga. Wśród setek podobnych kapel wyróżniają się pod każdym względem i nie jest dziwne, że swego czasu dołączyli do rostera Unique Leader Records, którzy jednak nie wiedzieć czemu nie zatrzymali DEIVOS u siebie (może to i lepiej?...), a nasi rodacy dalej trzymają poziom i udaje im się to podciągać do wręcz niemożliwych rozmiarów. „Endemic Divine” to kolejny prześwietny materiał  lubelskiej ekipy, na którym mamy odpowiednio wyważone proporcje ekspresyjności, dzikości, wyrachowania i perfekcyjnej wręcz techniki. Jest konkretnie, bez nadmiaru nowoczesnych rozwiązań typowych dla wielu modernistycznych kapel z death metalowego kręgu, a jednocześnie DEIVOS nie ogranicza się wyłącznie do totalnego młócenia, ekstremalnych blastów i koszenia głów równo z szyją. Dzięki odpowiedniemu skondensowaniu i swoistej monolityczności własnej formuły w niezbyt długich numerach słucha się tego albumu świetnie i bez poziewania, bo cały czas coś się dzieje, a muzycy współpracują ze sobą wyśmienicie, co daje efekt płynności w każdym z poszczególnych numerów. We właściwych momentach pojawiają się ekspresyjne, czasem mocno pojechane gitarowe solówki, może się wykazać perkusista Wizun, który lubi wrzucać różne perkusjonalne dodatki (taki jego swoisty trademark), bas powarkuje w tle, a wokal growluje na tyle czysto, że można zrozumieć przynajmniej większą część tekstów. Ktoś oczywiście dopatrzy się tego, że muzycy czasem się nadmiernie popisują swoimi umiejętnościami, ale nie bez kozery mówi sie o tej kapeli w kontekście brutalnego, ale TECHNICZNEGO grania. DEIVOS wypracował sobie własny podstyl, który owszem, przypomina momentami ten czy ów zespół z death’owego świata, ale żadnego na tyle, by przywoływać przy okazji „Endemic Divine” (czy co najmniej dwóch poprzednich krążków) jakieś konkretne nazwy. Jednym słowem: UCZTA. Nie tylko dla maniaków takiego rzeźbienia.
 

ocena:  9/ 10

www.facebook.com/Deivos


www.selfmadegod.com


autor: Diovis



<<<---powrót