| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

LETHE

“The First Corpse On the Moon”

My Kingdom Music (CD 2017) 

Zastanawiałem się po raz kolejny nad tym czy aby dobrze jest umieszczać zespoły (projekty) takie, jak LETHE wśród metalowych, hardcore’owych i w ogóle hałaśliwo-rockowych recenzji, czy może lepsze byłoby dlań miejsce w „Puszce Pandory”. Ale to tak jakby te nawet bardziej elektroniczne pozycje THE GATHERING równać z ambientami, industrialem i noise’ m… Generalnie rozdzielanie takich spraw nie jest łatwe, a to, jak my to wszystko poukładamy, ma czemuś służyć. I skoro już wspomniałem nieśmiertelne jak się okazuje nagrania Anneke van Giersbergen z jej byłym zespołem, to parę osób puknie się w głowę, bo jakże to tak porównywać Klasykę z pobocznym projektem Tora-Helge Skei z MANES/MANII? A czemu nie? Nie jest to ta sama skala emocji i ten sam poziom, jednak nie można odmówić LETHE tego, że gdzieś tam zazębiają się te ich nagrania z tym, co ongiś proponowała holenderska ekipa, ale także krajanie Skei’a z THE 3RD AND THE MORTAL czy nawet ATROX. Stworzone razem z eks-wokalistką szwajcarskiego, quasi-folk metalowego ELUVEITIE Anną Murphy przedsięwzięcie trafiło wraz z debiutem pt. “When Dreams Become Nightmares” pod strzechę francuskiego Debemur Morti Productions, zaś nowy, drugi long ukazał się już ze znaczkiem My Kingdom Music. Niewielka w sumie różnica, a Włosi miewali już przecież zbliżone rzeczy u siebie w stajni. „The First Corpse On the Moon” (niezły tytuł, prawda?) kontynuuje to, co proponował tamten album i nawet poszerza ofertę muzyczną o nowe elementy. Wciąż jednak jest to łącznik między klimatycznym bądź industrialnym metalem, awangardą, postmoderną, trip-hopem, electro i ambitnym popem. Z jednej strony nowoczesny, a z drugiej gdzieś tak tkwiący mocno w muzyce sprzed dwóch dekad. Z lekka eksperymentalny, a czasem całkiem chwytliwy i oparty na nie tak banalnej melodyce. Kępol w recenzji debiutu stwierdził, że Anna fałszuje. Ja powiem, że raczej mniej udolnie próbuje naśladować wspomnianą Anneke i jej manierę głosu, trochę ‘wskakuje w buty’ innej znanej niegdyś Norweżki Kari Rueslatten (ex-STORM, potem solowa kariera), a trochę też kombinuje z dwugłosami jak niektóre Gotki. Wybitne to może nie jest pod względem wykonawczym, ale do takiej nasyconej eterycznością, poetyką i nierealnością muzy mimo wszystko pasuje. Obok Murphy wokalnie udziela się tu całkiem spore stadko ludzi i - o zgrozo - pojawiają się (na szczęście w niewielkich ilościach) partie rapowane. A tak właściwie to podoba mi się to, że „The First Corpse On the Moon” stanowi swoisty monolit, a przy tym stara się w sposób eklektyczny i różnorodny mieszać lub układać od nowa pewne zestawienia znanych stylistyk. Owszem, trąci to nie raz i nie dwa razy pewną taką topornością i gotyckim hipsterstwem, ale parę urokliwych lub zwyczajnie ciekawych momentów można tutaj znaleźć. To już tylko kwestia kto co lubi, ale na pewno świetny jest otwierający całość numer „Night”, który faktycznie zachęca do dalszego wgłębiania się w ten materiał, a tu już jest różnie i nie zawsze tak nowatorsko czy eksperymentatorsko. Na pewno razi to, że LETHE za mocno starało się wsłuchiwać na przykład w twórczość ARCHIVE, których akurat widziałem ‘live’ w ubiegłym roku i odstają w tych swoich propozycjach dość mocno od tego kolektywu. Nie neguję Tora-Helge i Anny jednak aż tak, aby zrazić ciekawskich, bo jeśli coś z tej mojej piśmienniczej paplaniny zakumaliście i pasuje Wam to choć trochę, to radzę spróbować podejrzeć o co chodzi z tym „pierwszym trupem na Księżycu”. 
 

ocena:  7/ 10

www.facebook.com/LetheProject


www.mykingdommusic.net


autor: Diovis



<<<---powrót