| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

OCEANWAKE

“Earthen”

ViciSolum Records (CD 2017) 

Ależ sprytni są ci Finowie! Na swoim trzecim, zamykającym trylogię albumie „Earthen” skorzystali z wszelkich dobrodziejstw, jakie były im dane i pomieszali to na swój sposób. Na płytę składają się zaledwie dwa numery, ale każdy z nich trwa ponad 20 minut, co w sumie dało rzecz nie tak oczywistą, chwilami mocno zagmatwaną i nie dla każdego. Z braku laku promotor przywołał przy tej okazji takie nazwy, jak CULT OF LUNA, OPETH (ten starszy, oczywiście) i SWALLOW THE SUN, bo czymś musiał przyciągnąć uwagę potencjalnych odbiorców. Oczywistym jest, że te nazwy-znaki czemuś służą i rzeczywiście sprawdzają się momentami podczas odsłuchiwania tego materiału, ale jeśli już sięgać po skojarzenia, to można by rzec po naszemu, że są ‘od Sasa do lasa’, bo fińska formacja - do tej pory mi kompletnie nieznana - niczym szachowy konik przeskakuje od dość oszczędnie dawkowanych klimatów funeral doom/death metalowych do post-rocka/metalu, od klimatycznego czy nawet depresyjnego black metalu do łamańców wzorowanych na MESHUGGAH czy GOJIRA i od melancholijnego, melodyjnego fińskiego grania do progressive, a nawet sludge/doom metalu. Zasadniczo jest to skuteczne, lecz o zwartości tego stuffu i jego koncepcyjnej genialności można w sumie zapomnieć. Ja oczywiście wiem, że wiele współczesnych kapel (nawet jeśli czają mniej więcej o co chodziło kapelom sprzed dwóch, trzech czy czterech dekad), inaczej odbiera sens tworzenia pewnych muzycznych opowieści, jednak jeśli miałaby być spełniona pewna zasada dramaturgii, to czasem mam wrażenie, że OCEANWAKE pozlepiało różne swoje pomysły trochę na zasadzie przypadkowości i rozciąga to w niezbyt atrakcyjny sposób, by dopiero potem zacząć trochę sensowniej wypowiadać się muzycznie. Twierdzę tak szczególnie na podstawie pierwszej połowy pierwszego numeru pt. „Storm of Sermon”, który rozwija się powoli i w sumie marnotrawi to, co dzieje się później. Jeśli posłuchać przykładowo jakichkolwiek numerów wspomnianych już CULT OF LUNA czy OPETH, to nawet na pierwszych, jeszcze nie do końca dopracowanych płytach nie trzymali tak długo w niepewności swoich słuchaczy rozciąganiem motywów przez tak długi czas, co oczywiście nie odbiera do tego prawa twórcom „Earthen”, ale parę osób może się znudzić już po kilku minutach. Niby tych różnych detali postarali się trochę powtykać, ale oczekiwanie jawi się jako niemiłosierne, a nagroda jest niewielka. Bywa, że OCEANWAKE jest nawet dość oryginalne w swoich poczynaniach, ale generalnie - mimo, iż to ich trzecia płyta - wciąż zdaje się być na etapie poszukiwań i zadaje nam, a przede wszystkie sobie wiele pytań jeszcze bez odpowiedzi. W eklektycznej epoce muzycznej, w jakiej żyjemy, mają wielkie pole do popisu, ale czy z tego skorzystają - poczekajmy do następnego materiału. Na razie trochę rozczarowują i ciągle jeszcze nie wykorzystują swojego niewątpliwego potencjału.
 

ocena:  6/ 10

www.oceanwake.fi


www.facebook.com/OceanwakeFi


autor: Diovis



<<<---powrót