| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

THE RITUAL AURA

“Tather”

Lacerated Enemy Records (CD 2016) 

Już wcześniejszy, tak naprawdę tylko mini-album „Laniakea” mógł wzbudzić olbrzymie zainteresowanie fanów prog tech death metalu swoim bogactwem dźwiękowym zaklętym w wycyzelowany, brutalistyczny i jednocześnie bardzo nowoczesny sposób. O tamtym materiale można było powiedzieć, że łączy europejski i amerykański styl death metalu nie ograniczającego się wyłącznie do jednej jego odnogi i że świat death fusion egzystuje na równi obok brutal death metalu i vice versa. Na „Tather” zostało to doprowadzono niejako do perfekcji i nawet jeśli ktoś uważa, że modernistyczna twarz ‘śmierć’ metalu jest przesadnie wyrachowana i wykalkulowana, na czym traci to, co zasadniczo charakteryzowało tę stylistykę przez pierwsze lata egzystencji, to nie powinien przejść obojętnie obok tego swoistego misterium, jakim jest ta płyta. Tym bardziej, że już od pierwszych dźwięków poprzedzonego ‘kosmiczną’ introdukcją „Ghostgate” przewijają się tutaj również wątki deathcore’owe, progresywno-metalowe i symphonic black metalowe. Tych influencji THE RITUAL AURA zawiera w swojej muzie tyle, że nie warto umieszczać pełnej listy skojarzeń. A równocześnie jest coś takiego w tym materiale, że mimo pozornej niejednorodności stanowi całość połączoną tekstową opowieścią dotyczącą japońskiego, ludowego horroru. Pojawiają się więc postaci i mity raczej mało znane zachodniej cywilizacji i jedynie ci, którzy zahaczyli o historię i kulturę Japonii, a więc również o mangę i anime, cokolwiek z tego zaczają. Ta aura została zobrazowana często mistycznymi, ale jednak na ogół utrzymanymi w muzycznej manierze Westu dźwiękami, które jednak często i gęsto odchodzą od typówki zespołów będących pod wpływem klasycznego prog tech deathu. Każdy z numerów (nie wspominając już o tych krótszych przerywnikach, z czego na przykład "(i) That I May Cease To Be" to czysta post-moderna pełna dysonansów, wydaje się z nieco innej 'bajki' i przynosi nowe odkrycia. Przykładowo "Until Absence Confides Eternal" nie epatuje brutalnością, a wręcz smutkiem w dość pokrętnej odsłonie, "Te-No-Me" ma w sobie specyficznie ujęty aspekt symfo-blackowy, ale i awangardowy, wręcz nawiązujący do stylu gry Roberta Frippa z KING CRIMSON, dodatkowo przetykany modern death metalowymi eksplozjami. Już po tych ledwie kilkunastu minutach można się zorientować jak wiele się tutaj dzieje i że obok gitarowego rzeźbienia, solówkowych szaleństw oraz bezkompromisowych wokali dużą rolę odgrywają brzmienia pianina. Na wysoki pułap THE RITUAL AURA wspina się w czteroczęściowym "Mononoke" i szczególnie we wstępie można usłyszeć silne naleciałości japońskiej muzyki z tym charakterystycznym smyczkowym łkaniem tamtejszej muzyki klasycznej. Potem oczywiście więcej już prog avantgarde death metalowego kombinowania. I nawet jeśli na tej płycie mamy również bardziej tradycyjnie pojmowane fragmenty odnoszące się w taki czy inny sposób do CYNIC czy późnego DEATH, to i tak wcześniej czy później pojawiają się elementy wykręcające to na drugą stronę. Warto też zwrócić uwagę na prawie 15-minutowy, epicki wręcz i kończący się skrzypcowym solo (?) utwór umieszczony na samym końcu - "A Farewell To Being". Szczęki niektórych opadną na ziemię z wielkim hukiem! Można oczywiście odczuć, że czasem forma przerasta na "Tather" treść i tych pięciu kolesiów z Australii trochę z tym wszystkim przesadza, jednak potęga, rozmach i szerokie spektrum pomysłów robią summa summarum niezwykłe wrażenie i można określić to wydawnictwo jako jedno z najbardziej ambitnych przedsięwzięć, jakie przydarzyły się w ostatnich kilku latach w takiej muzie. Dla mnie osobiście to bardzo istotna pozycja, jaką z niejakim opóźnieniem poznałem i bardzo się z tego powodu cieszę.
 

ocena:  9/ 10

www.facebook.com/theritualaura


theritualaura.bandcamp.com


www.facebook.com/laceratedenemyrecords


autor: Diovis



<<<---powrót