| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

WOLFHEART

„Tyhjyys”

Spinefarm Records (CD 2017) 

Finowie z WOLFHEART niedawno wydali właśnie swój krążek numer trzy - i po debiutanckim albumie, na którym był dobry materiał, dostaliśmy kolejny bardzo dobry. Albo nawet zajebisty. Wiem na pewno, że jest więcej maniaków chwalących sobie ten gatunek death metalu - ponury, zbasowany, gdzie agresywne riffy wyciskają z Was ostatnie poty, a głęboki wokal (growl) wysysa całą krew z ciała słuchacza. W pewnym sensie  można postawić ich obok kapel AZAGHAL, ECTOVOID czy im podobnych - wszystkie one tworzą podobnie mroczny death metal, gdzie brutalność przeplata się z atmosferą. Ostatecznie - brzmi to wybornie, słuchacz nie ma wyjścia i musi stawić czoła ścianie śmiertelnego death metalu i albo da się mu pochłonąć, albo nie, ale mi to odpowiada, a w szczególności podobają mi się takie nieskomplikowane utwory, jak na przykład „World On Fire” (utrzymany w stylu starej szkoły black metalu) i „Dead White”. Oj, mocna ta „trójeczka”, a dodatkowo ujmuje ten krążek naturalnością i surowością, które ceni sobie coraz więcej słuchaczy. Mnie najlepiej słuchało się tej płyty przy zgaszonym świetle, ze słuchawkami na uszach. Gdy stworzymy sobie takie warunki, ta muzyka potrafi nas zabrać bardzo daleko, do odległego miejsca. Trudno mi określić, każdy album ma to coś, a czy lepszy czy gorszy od debiutanckiego albumu?... Na pewno wart wielu godzin przeznaczonych na obcowanie z twórczością WOLFHEART. Ale nie widzę przeszkód, więc odpalam „Tyhjyys” raz jeszcze. Jeśli tylko nadarzy się okazja, to ten album wart jest posiadania w fizycznej formie.
 

ocena:  9/ 10

www.wolfheartofficial.com


www.facebook.com/WolfheartRealm


www.spinefarmrecords.com


autor: Pablo.Sulik.



<<<---powrót