| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

AELTER

“IV: Love Eternal”

Avantgarde Music (CD 2017) 

AELTER to ciekawy przypadek. Dla kogoś, kto już niejedno słyszał w życiu i do pewnych dźwięków nie-metalowych jest przyzwyczajony, a niektóre z nich polubił prawie tak samo, jak ekstremalne rzeźnictwo, jest przykładem na to, że pewnego rodzaju rewolucja się dokonała. Wielu będzie miało z tym materiałem problem, bowiem powiedzą, że to kompletna niezrozumiała rzecz wydana przez - jak by nie patrzeć - firmę z metalem w różnych formach związaną nade wszystko. Uderzając z innej bańki, ja również mógłbym powiedzieć czy napisać, że odnajduję tutaj przejawy nie do końca zrozumiałego mieszania gothic czy nawet death rocka (taki prekursor poprzedniego wzmiankowanego gatunku)  z klimatami ostatnio tak modnego nie wiedzieć czemu KING DUDE, a metal jest tutaj praktycznie nieobecny. Dobra, już wyjaśniam, a pewnie Nergal z BEHEMOTH mógłby na przykład w tym miejscu dopowiedzieć coś jeszcze, że to inne oblicze mroku. Jeśli cofniemy się w czasie, gdy egzystowały z różnym powodzeniem takie formacje czy też artyści, jak FIELDS OF THE NEPHILIM, David Galas, Peter Murphy solo lub z BAUHAUS, to gdy to przełożyć na muzyczny język ni to dark americany, ni to pozbawionego ciężaru i masywności doom metalu, to wyszłoby coś takiego, jak AELTER. Tutaj poszczególne utwory snują się bez pośpiechu, jednocześnie zimne i perwersyjnie nabożne, nastrojowe i posępne, oszczędnie dawkowane i na swój sposób monumentalne. Wokal ogranicza się do niskich tonów i melodeklamacji, instrumentarium składa się na dobrą sprawę z gdzieś tam w tle wystukującej rytm perkusji, pomrukującego od czasu do czasu basu, wysuniętej mocno do przodu gitary z najczęściej tylko lekkim przesterem, traktowanej czasem techniką slide oraz sakralnie wręcz brzmiących klawiszy. „IV: Love Eternal” to swego rodzaju koncept, bowiem tytuły układają się w pewną całość: od „Death Eternal”, poprzez „Love Eternal”, „Life Eternal”, aż po „Hope Eternal”. Długaśne kompozycje (trzy z nich po ponad 9 minut) też jakby wzajemnie się uzupełniają, a pewne wątki powracają. Wspominałem już, że ten album jest nie-metalowy, ale jeśli ktoś koniecznie chce tutaj elementy choćby doom czy funeral doom’owe odnaleźć, to niech wsłucha się w zasadniczą część ostatniego na płycie „Hope Eternal”, bowiem końcówka to już jedynie klawisze. Pozycja to na pewno intrygująca i odmienna od większości atakujących nas z prawa i lewa każdego tygodnia. I dodam jeszcze, że w AELTER macza palce między innymi ktoś z WOLVSERPENT.
 

ocena:  8/ 10

aelter.bandcamp.com


www.avantgardemusic.com


autor: Diovis



<<<---powrót