| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

ANIALATOR

„Mission of Death”

Xtreem Music (Comp.-CD 2017) 

Legendarny band z Corpus Christi w Teksasie, USA… Stop! Czy ktokolwiek słyszał wcześniej o ANIALATOR? Przed nimi oczywiście działał i nadal działa ANNIHILATOR, ale oni są z Kanady i w sumie rzecz różni się jedynie w pisowni, bo wymowa jest taka sama. Dobra, ja wiem, że Dave Rotten ma ostatnimi czasy jazdę na punkcie oldskulowego thrashu, a najlepszym dowodem niech będzie jego zainspirowany starymi czasami HOLYCIDE, który faktycznie kapelą jest świetną i wrzucił w to kupę kasy i czasu. Zaniechał przez to negocjacje z wieloma zespołami z innych kręgów metalowych, których materiały miały być odświeżone, ale dobra, takie jest życie - tamci skupili się na czymś innym i czas powyciągać stare, zapomniane przez fanów i kogokolwiek nazwy, ale nawet nie ogarniając wszystkiego w tych pojechanych czasach, dostrzegam, że hype na taką muzykę wygasł już jakiś czas temu i powtarzając się po raz kolejny napiszę, że współczesny thrash to głównie stare wygi, a te parę interesujących kapel albo wycofało się jak szczury zaginając ogony, albo działa sobie a muzom. Pomijam tutaj oczywiście parę faktycznie ciekawych kapel, o których piszę w innych recenzjach. A ANIALATOR? No cóż, kilka osób pewnie się ucieszy z takiego odkrycia, ale w czasie, gdy działali, a raczej przed nimi, takich kapel było na pęczki. Do tego z taką wizją thrash metalu (niezliczone wpływy SLAYER, DARK ANGEL, KREATOR i WHIPLASH) byli opóźnieni o co najmniej kilka lat, gdyż pod koniec lat 80-ych taki bezpośredni przekaz już przeistaczał się powoli w bardziej ekstremalny death metal. Działalność teksańskiej kapeli przypadała na lata 1987-1990 i jeśli nawet demo z 1987 roku mogło wzbudzić zainteresowanie wówczas, to teraz brzmi słabo i dopiero wypuszczone w 1988 roku na epce „Anialator” przez (nie)sławną Wild Rags Records numery „Anialator”, „Nuclear Destruction” i zdecydowanie sztandarowy, zaczynający się akustykami „Mission of Death” zabrzmiały lepiej. Ale już było w sumie ‘po zawodach’, bo kolejna EP z 1989 roku niby brzmi mocniej i inaczej, ale wcale nie lepiej, a trzy premierowe, jakby nieco mniej energetyczne kawałki trzeba było uzupełnić o koncertowe wersje „Anialator” i „Mission of Death”. Nie opublikowane nigdy „Demo 1990” było już oznaką agonii zespołu, bo brzmi syficznie i nie ma nic z wigoru jedynej udanej w tym zestawie epki z 1988 roku. OK, już wiem - ANIALATOR niedawno się reaktywował i przygotowuje nowy stuff, tylko tak naprawdę nie wiem, czy na niego czekam i oczekują go tysiące fanów thrashu. Chyba raczej nie… 
 

ocena:  5,5/ 10

www.facebook.com/Anialatortx


www.xtreemmusic.com


autor: Diovis



<<<---powrót