| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BLAZE OF SORROW

“Astri”

Eisenwald Tonschmiede (CD 2017) 

Ileż to razy w swoim recenzenckim życiu powoływałem się na KATATONIĘ czy AGALLOCH. Aż dziwne, że jeszcze mi nikt tego nie wypomniał… A okazji ku temu mieli frustraci wiele, bo to dla wielu grup związanych nie tylko z niemiecką Eisenwald Tonschmiede główne źródło inspiracji. Do tego warto by było jeszcze powołać się po raz enty na blablabla Naturę jako odnośnik muzyki, która potrafi być na swój sposób piękna, jak i niebezpieczna. Taka ucieczka od rzeczywistości wcale nie musi być otoczona tym elementem banału, jaki charakteryzuje wielu ‘twórców’, ale Włosi z BLAZE OF SORROW na swoim piątym już długograju w dziesięcioletniej historii odwołują się do tych odnośników zbyt mało kreatywnie i w przeciwieństwie na przykład do wydanego w podobnym czasie FELLWARDEN (recenzję ich ostatniego longa „Oathbearer” znajdziecie również w naszym serwisie), ta ich wersja black metalu z folkowymi konotacjami z każdą minutą staje się coraz bardziej nudziarska. Tu również mamy do czynienia z dwuosobowym kombo, w którym Peter obsługuje większość instrumentów oraz głos, a za partnera ma jedynie perkusistę Nevona (aka N). Może momentami przykuwają uwagę włoskojęzyczne teksty, wykorzystywane klawisze starej generacji i pomysłowe wplatanie między typowy black/folk metal wyraźnych odniesień do rockowej muzyki z lat 70-ych, ale ilu już tak przez ostatnią dekadę uczyniło? Wielu lepiej, paru pewnie gorzej. Ach, i byłbym zapomniał, ale w częściowo instrumentalnym „Il Ballo Silvestre” Peter sięgnął po akordeon i zbliżył się w ten sposób do swoich ziomków z ATARAXII, co nie wyszło wcale mniej ciekawie, lecz przy tym zapachniało chałturą i niemocą czystego głosu, z czym Francesca lepiej by sobie poradziła. A to tylko taki przerywnik, bo po chwili BLAZE OF SORROW wraca z szablonami, które tylko pokazują, że muzycy z takim stażem już dawno powinni przemyśleć parę spraw i oddalić się od swoich idoli, a tylko wskazują regresywność swojej muzy, która już w drugiej połowie lat 90-ych spotkałaby się z totalną krytyką większości odbiorców takich dźwięków. Trudno mi nawet wskazać jakiekolwiek mocne punkty tego bandu, bo jedynie momentami potrafią zagrać na tyle ciekawie, by zapomnieć o ich inspiracjach. Bo taki hard rock, jaki pojawia się fragmentarycznie w „Io, Nessuno”, budzi zwyczajnie pusty śmiech, a następująca już na koniec akustyczna kompozycja „Bruma” już tylko z lekka osładza niesmak, który i tak pozostaje po wysłuchaniu całości.  
 

ocena:  4/ 10

www.facebook.com/blazeofsorrow


records.eisenton.de/album/astri


autor: Diovis



<<<---powrót