| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

INCANTATION

“Profane Nexus”

Relapse Records (CD 2017) 

Różne rzeczy zarzuca się INCANTATION. Że zżera swój ogon już od wielu lat. Że bazuje na pewnych wypracowanych pomysłach, które zdawały się świeże w latach 90-ych, a potem nużyły i ich następcy bywali lepsi. I że nagrywają kolejne materiały już tylko po to, by dorzucać coś nowego na ich koncertach, które i tak bywają krótkie, bo zwykle supportują inne, bardziej znaczące marketingowo kapele. Tutaj właśnie ‘pies jest pogrzebany’, ponieważ nie wiedzieć czemu, nie doczekali się (swoją drogą, chyba nie oczekiwali tego, będąc bezkompromisową pod tym względem ekipą) takiego poklasku ze strony fanów, a zwłaszcza mediów, choć przecież są ikoną death metalu. Gdyby ktoś wgłębił się w kwestie pozamuzyczne, to by wiedział, że John McEntee, mimo problemów osobistych (nie, nie z używkami, jak by ktoś się domyślał), ciągnie ten wózek na przekór wszystkiemu i wszystkim. Nie wytrzymało tego już z kilkunastu co najmniej muzyków i jedynie bębniarz Kyle Severn jako przyjaciel i death-maniak nadal mu towarzyszy, a reszta składu jest odmieniona po raz kolejny. INCANTATION to marka, ale nie zapewniająca kasy i stabilizacji, ale to właśnie odróżnia maniaków, jak John, Ty Czytelniku/Czytelniczko (jeśli tak to odczuwacie) czy mnie od reszty sezonowców i trendziarzy. Jesteśmy tu z powodu pasji i ha, sorry za emocjonalne wyrażenie, miłości do metalu. „Profane Nexus” może nie różni się od poprzednich produkcji tego zespołu aż nadto, chociaż ktoś, kto zna przynajmniej 2/3 dyskografii dostrzeże, że nie ma tutaj przegięć ze zbasowaniem materiału, czy surowizny wczesnych albumów. Pewien schemat się oczywiście pojawia, ale czy to może być zarzut w stosunku do INCANTATION? Oni na pewno nie podążają w stronę łatwizny czy przesadnej ekstremalności, bowiem sami sobie to drugie stworzyli już w momencie nagrywania ‘jedynki’ czy ‘dwójki’. Powtarzalność riffów czy pomysłów, owszem, jest słyszalna, rewolucji ani ewolucji nie da się stwierdzić, ale czyż nie przyjemnie posłuchać tego obrzydlistwa, z którego jest znana kapela Mr McEntee’go? Jako jedni z prekursorów death/doom metalu potrafią zagrać ociężale i dobitnie, jako piewcy ‘śmiertelnego’ łojenia trzymają się wypracowanych przez siebie kanonów i wskazują, że w (pozornej) prostocie jest siła („Xipe Totec”), umieją to wymieszać w odpowiednich proporcjach („Muse”, „The Horns of Gefrin”) i przy tym pokazują, że wywodzą się z tego samego pnia, z którego wyrosło AUTOPSY (tyczy się to przede wszystkim numeru „Visceral Hexahedron”), a do tego odnajdują się we wręcz funeralowych klimatach, które później przejęło od nich z kolei EVOKEN, czego dowodem jest niedługi, ale przepięknie podkreślający odpowiedni minimalizm „Incorporeal Despair”. Z kolei w instrumentalu o niezwykle długim tytule „Stormgate Convulsions From the Thunderous Shores of Infernal Realms Beyond the Grace of God” oddają infernalny nastrój lepiej niż największe ‘mroczniaki’ ze sceny eksperymentalnej. Cytując i trawestując jednocześnie Mistrza Gombrowicza, „Dla mnie bomba! A kto nie słyszał nigdy INCANTATION, ten trąba!”. Można zacząć już teraz, od „Profane Nexus”. 
 

ocena:  9/ 10

www.incantation.com


www.facebook.com/IncantationOfficial


incantation666.bandcamp.com


label.relapse.com/artist/incantation


autor: Diovis



<<<---powrót