| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

OMRÅDE

“Nåde”

My Kingdom Music (CD 2017) 

Ktoś może orzec, że takie zespoły, jak OMRÅDE, to może wydawać ledwie kilka firm na świecie i w sumie jest w tym racja. Z tytułu tego, że zżarłem zęby (ale nie swoje, bo mimo wieku mam komplet swoich haha) na muzyce, wiem, że tego typu przedsięwzięcia nie sprzedają się na pniu, najczęściej zalegają w magazynach, ale jednocześnie dzięki nim metal wykracza poza standard napie*dolu i jest pewnego rodzaju sztuką, której nie doceniano nigdy w mainstreamowych mediach, bo uważają one ten gatunek jako nihilistyczny, nawołujący do przemocy i w ogóle na wskroś zły. Tymczasem obok death, black thrash i doom metalu istnieje odnoga metalu, która ucieka się do środków odległych od agresji i przesadnego wygładzenia, a którą trudno sklasyfikować. Wówczas majcherzy od promocji wrzucają to do awangardowego metalu i tutaj zaczynają się schody. Bo ktokolwiek trochę orientuje się w tych kwestiach, ten wie, że już w latach 90-ych pojawiały się takie ‘wynalazki’, jak na przykład PAN.THY.MONIUM, a to była prawdziwa rewolucja i przewrócenie do góry nogami pewnych schematów. Po dziś dzień takich zespołów pojawia się trochę i nawet jeśli francuskie OMRÅDE nie robi takiego ‘bigosu’, jak wielu przed nimi, to warto rzucić uchem na ich pierwszy album „Edari”, jak i ten najnowszy, zatytułowany „Nåde”. Podstawowy skład tej formacji to duet: Arsenic (Jean-Philippe Ouamer) odpowiedzialny za perkusję i całą elektronikę oraz Bargnatt XIX (Christophe Denhez) grający na gitarze i udzielający się wokalnie, ale obok tego mamy wielu gości obsługujących gitary, instrumenty dęte oraz wokale. Mam przy tym wrażenie, że część tych porozrzucanych po całym albumie dźwięków nie-elektronicznych i nie-gitarowych to sample, co też oddaje dość syntetyczny charakter całości. Potwierdzić mogę, że saksofonowe partie w „XII” i „The Same For the Worst” są autorstwa wywodzącego się ze sceny jazzowej Leo Sorsa, a na klarnecie zagrał w „Hanelle” Jonathan Maronnier. Sama muza wędruje w różnych kierunkach, ale zasadniczo można ją umieścić gdzieś w ramkach między ULVER, MANES, LETHE, ARCHIVE, DHG, trip-hopem, fusion, współczesną post-moderną, neoclassical music i post-rockiem, co momentami przybiera ciekawe formy, ale na przykład do wokalnych partii mogliby ci dwaj panowie zaangażować kogoś dodatkowo, bo Bargnatt XIX zanadto zasłuchał się w tym, co robi podstawowy głos w ARCHIVE, a przy tak zróżnicowanych konstrukcjach i klimatach utworów można by tutaj pokombinować nieco więcej. Na debiucie pojawiały się żeńskie wokale i to byłby dobry trop. Niektóre fragmenty aż proszą się o to i o nieco więcej. W takim „Hanelle” jest miejsce na czarowanie, bo muzycznie to awangardowe i klimatyczne piękno, że może pozazdrościć wielu uznanych artystów z tego kręgu. Taki zwyczajny wokal zwyczajnie spłaszcza artyzm tego utworu. Tego typu przykładów mógłbym podać więcej, gdyż jest tu przykładowo orkiestralno - elektroniczny numer „Styrking Leið”, który wręcz przytłacza urokliwym mrokiem i emocjonalnym niepokojem. Albo jazzująco - fusionowo - etniczno - awangardowy, a przy tym nie pozbawiony diaboliczno - metalowych akcentów „The Same For the Worst”. Z tymi utworami akurat wszystko jest tak, jak należy. Jeszcze kilka momentów jest wielkiej urody i całość może rzeczywiście wciągnąć, choć mimo wszystko byłbym ostrożny z peanami wobec „Nåde”. Niewątpliwie jest to jednak płyta, której warto poświęcić te kilkadziesiąt minut wolnego czasu. 
 

ocena:  8/ 10

www.facebook.com/omradetheband


www.mykingdommusic.net


autor: Diovis



<<<---powrót