| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

AFFLIKTOR

“Affliktor”

Transcending Obscurity Records (CD 2017) 

One-man bandy mają to do siebie, że często nie da się być dobrym we wszystkim. Nie rusza mnie pisanina wydawcy, że amerykański gitarzysta Toby Knapp jest legendą w swoim fachu i działa muzycznie od początku lat 90-ych. To akurat nie jest żadnym argumentem (a i prawdą też jest niekoniecznie), bo jeśli ktoś po tylu latach nagrywa materiał, jaki u nas w Polsce zdarzało się stworzyć podobnym muzykom na pierwszej epce, to nie świadczy to wcale na korzyść takiego gościa. Jako stary rep słyszę po tym materiale, że Toby ma obcykaną historię thrash, death i black metalu całkiem nieźle, a że coś tam potrafi na instrumentach wygrywać, to brzmi to jakoś. Właśnie tak, ‘jakoś’. Pozbierał różne pomysły podebrane od SLAYER, EXODUS, KREATOR, SODOM, VENOM czy DESTRUCTION, podbił to dodatkowo bardziej bestialskimi formami IMPIETY, INQUISITION czy MORBID ANGEL i bardziej black’owym wokalem, dorzucił jeszcze co nieco z death metalu w drapieżnym stylu i w porozumieniu z wydawcą ukuł sformułowanie ‘blackened thrash’, co już w ogóle śmierdzi nie tym smrodem jak w rzeczywistości. Jeśli ktoś zna trochę historię ekstremalnego metalu (a młodzież niech się przy tym uczy, bo warto!), to wie, że w pierwszej połowie lat 80-ych ubiegłego stulecia thrash nie brzmiał jeszcze jak „Czarny Album” METALLICY i że wyżej wspomniane kapele-legendy ze Stanów i Niemiec grały naprawdę jadowicie, energetycznie, brutalnie i niestrawnie dla większości odbiorców nawet cięższej, rockowej muzy. Łatwo sobie policzyć ile to lat temu było, a ja słuchając takiego AFFLIKTOR doświadczam raczej traumatycznego deja vu, Bo raz, że gdzieś obok tych prekursorów działało trochę wtórnych i zapomnianych nawet przez diabła kapel i ten ‘zespół’ mógłby być taki w owych czasach, a obecnie też brzmi jak nieudolna kopia „Show No Mercy”, „Bonded By Blood”, „Obsessed By Cruelty” czy „Terrible Certainty”. A dwa, że te kawałki są typowym przejawem nagrywania wszystkiego w domu i nie mają ani ciut ciut z organiczności wielu starych, ale też i nowszych nagrań, które powstawały na próbach czy w studiu nagraniowym. I to chyba właśnie ta komputerowo - bezpłciowo sterylność zabija wiarygodność metalu, a AFFLIKTOR może być argumentem, gdy wytyka się tej stylistyce stagnację i bylejakość. Toby Knapp rajcuje się najwyraźniej tym, co wypłodził zwłaszcza w partiach gitar, ale te jego popisy spodobają się tylko mało znającym się na rzeczy fanom. Mnie osobiście ten materiał wymęczył paskudnie, ale założę się, że wielu innych potwierdzi to w innych tekstach.   
 

ocena:  2/ 10

affliktor.bandcamp.com


www.facebook.com/Affliktor


tometal.com


autor: Diovis



<<<---powrót