| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DER WEG EINER FREIHEIT

“Finisterre”

Season Of Mist Records (CD 2017) 

Coraz trudniej jest tym wszystkim współczesnym, post-black metalowym kapelom utrzymać pewien osiągnięty często ku ich zaskoczeniu poziom. I będzie trudniej, bo okazuje się, że teraz wszyscy wszystko mogą i kwestią nas jako dziennikarzy jest tylko przesianie przez sito tych kapel bardziej wartościowych od tych podążających za trendem i nie wnoszących nic świeżego do tego gatunku. Gdyby ułożyć swoistą piramidę zależności zespołu ‘X’ od innych, to byłoby tego tyle, że można by napisać na ten temat pracę naukową. Tylko czemu i komu by ona służyła?... DER WEG EINER FREIHEIT zapracował na swoją pozycję kolejnymi albumami, graniem koncertów i względną kreatywnością, a ich popularność wzrosła na tyle, że liczą się z nimi już wielcy tej sceny. Tkwią nadal w podziemiu, ale czuć, że chcieliby choć trochę poczuć, jak to jest zajść gdzieś wyżej. Ci Niemcy są ambitni i taką muzę w sumie tworzą, choć wiadomo, że za ich wydawnictwami (w tym i najnowszym) stoją inspiracje dawno już znane. Hołdują utrzymywaniu pewnej tradycji black metalu w skandynawskim wydaniu z szybkostrzelną perkusją, jadowitymi rffami i wściekłymi wokalami, ale często potrafią zanurzyć się w melodyce, majestacie, melancholii i takim spleenie w metalu, jakiego nie chce już słuchać mój kompaniero V. Ziutek. Ja też przejadłem się już pewnymi klimatami z pogranicza sonicznej deprechy i smutku, ale nigdy mi nie dość coraz mniej porażających mnie (z racji wieku hłe hłe) emocji, które jednak w tej muzie nie ograniczającej się do jednorodnej młócki pojawiają się w ilościach dość sporych. Przede wszystkim jednak, DER WEG EINER FREIHEIT oprócz tego szczekliwego wokalu i agresywnych fragmentów, umie się już posługiwać post-metalową ścianą gitarowych brzmień i mieszaniem pewnych estetyk, które doprowadzili wręcz do perfekcji, co słychać już w drugiej połowie pierwszego na płycie numeru „Aufbruch”. Idąc tropem niektórych black/doom’owych kapel umieją przykuć uwagę graniem łączącym ciężar, melodykę i przestrzenność, ale też ich surowość wpasowuje się w to, co wielu ich rodakom nie wychodzi wcale a wcale, a bardziej ciekawie wychodzi to islandzkim ekipom. Rzecz w tym, że wielu ich ziomkom zdarza się wchodzić w bełkot i muzyczną demencję, a Nikita Kamprad, Tobias Schuler, Sascha Riessling i Nico Ziska (ci dwaj ostatni stanowią obecny skład DWEF, ale w nagraniach „Finisterre” nie uczestniczyli) potrafią zrównoważyć ze sobą w długaśnych kompozycjach elementy pochodzące z przeszłości bliższej i dalszej oraz ostatnich lat w pewną sensowną całość, posługując się ekstremalnym językiem black metalu, akustycznymi przeskokami i jedynie pozorną, post-metalową bezdusznością. Przekładając te moje słowa na coś, co będzie zrozumiałe dla większej ilości fanów, nie epatują przez dłużej niż kilka minut pewną estetyką i starają się, jak mogą, by uczynić z niejednego odsłuchu taką samą atrakcję, jak co ambitniejsze filmy tych nie dających się zaszufladkować reżyserów. Do tego jednak potrzeba odpowiedniego audytorium, o które jest coraz trudniej w tych pieprzonych, posługujących się skrótami i potrzebujących szybkich komunikatów czasach (a może tkwi to obecnie w ludziach, ha?). Będzie więc trudno Germanom zdobyć taki poklask, jak na przykład naszemu BEHEMOTH. Co nie oznacza, że ten album nie wart jest atencji i moim zdaniem może połączyć fanów DARK FUNERAL i nawet (sic!) SOLSTAFIR czy BATHORY.   
 

ocena:  8/ 10

www.derwegeinerfreiheit.de


www.facebook.com/derwegeinerfreiheit


www.season-of-mist.com


autor: Diovis



<<<---powrót