| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

KRZTA

„Krzta”

Greenlungs Records (CD 2017) 

O imiennym krążku, za sprawą którego KRZTA trafiła na rynek pełnych wydawnictw fonograficznych, można było przeczytać tu i ówdzie wiele ciepłych sformułowań, którym zawartość jego merytoryczna kłamu nie zadaje. Oswojeni z trendem na eksponowanie lingwistycznej szorstkości naszej dostojnej polszczyzny, na szeroko pojętej rodzimej scenie ciężkozbrojnej muzy, często okazujemy się ślepi na przykłady zręcznego jej wykorzystania. Daruję sobie w tym miejscu rozważania na temat paradoksalnej natury normy i kuriozum w rzeczonej kwestii - bo coś mi się zdaje, że wyczerpałem go w swoich wcześniejszych tekstach - ale w tym partykularnym przypadku oko uwodzi już sama nazwa formacji. Jest w niej jakiś taki symboliczny cynizm i enigmatyczna dosadność, ale brakuje charakterystycznego dla wielu podobnych nadęcia i zwykłej metalowej przaśności, co liczę oczywiście na plus. Bezpośrednim rozwinięciem tej idei wydają się być teksty. Chłodna oszczędność ich formy i surowość wymowy nie ujmuje im jednak pewnej brutalnej poetyckości i choć coraz częściej spogląda człowiek na podobne wersety okiem sceptyka, odruchowo analizując w myślach stosunek walorów estetycznych formy do zwyczajnej treści, skanując akapity akurat tych liryków trudno nie zapomnieć się choćby na krótką chwilę. Muzycznie jest równie dobrze. Rzadko mam do czynienia z zespołem o tak skonkretyzowanej wizji swojego grania jak KRZTA, ale równolegle takiej, która wymykałaby się obrysowywanym od linijki gatunkowym przegródkom. Osobiście powiedziałbym, że mamy do czynienia z całkiem eksperymentalnym, połamanym rytmicznie łojeniem z pogranicza math core’u i metalu spomiędzy takich stylistyk jak sludge, death czy djent. Przypisów do podobnie grających nazw można utworzyć tu bez liku: Od MYOPIA, przez RAPE ON MIND, CONVERGE, EPHEL DUATH, KETHA, KOBONG czy OF LEGENDS, aż po rzeczy z półki okupowanej przez twórczość stricte ekstremalną, sygnowaną np. przez ULCERATE, KURHAN bądź DECAPITATED. W odróżnieniu jednak od wielu technical metalowych załóg KRZTA nie napina się ani na bycie najbardziej pokrętnie grzejącym ansamblem wszech czasów, ani na bycie najbardziej technicznym. Nagrań „Krzty” dokonano bowiem na ‘setkę’ w MaQ Studio i Satanic Audio i metodykę, o której wspomniałem słychać w tych śladach od razu. Nie ma mowy o polerce, budowaniu krystalicznie współgrających harmonii w aranżach, ani też momentach z gruntu przebojowych. Nie ma łatwo. Trzeba będzie posłuchać i to nie raz, ani nie dwa, ale wysiłki zostaną nagrodzone. O ile oczywiście mianem wysiłku określić można rozkoszowanie się tak kapitalnym materiałem, jak ten. Po wciśnięciu ‘play’ laser czytnika trafia na „Mur”, za którym trio od razu pozbawia nas złudzeń co do tego, że potrafi ładować szybko i brutalnie. „Roztrzask” to również numer, który mógłby trafić na krążek grindcore’owej kapeli, skupiającej muzyków o ponadprzeciętnie rozwiniętej wyobraźni, ale wybierając do teledysku z wolna wznoszone „Kominy” olsztyńska załoga wiedziała co robi. Mimo gęstszych momentów jest w tym numerze masa przestrzeni i ujmującej atmosfery. Od bezmyślnego upychania wszystkiego, co się da w każdej minucie każdego utworu na trakliście KRZTA jest zaiste daleka i słychać, że żonglowanie instrumentalnymi środkami wyrazu daje kapeli niebywałą frajdę. Z notą celowo nie zaszaleję, bo nie ma opcji, żeby tak utalentowani muzycy nie przebili pierwszej w swym dorobku płyty. A jeśli będą na tyle leniwi, żeby o wspomniane się nie pokusić, to sami będą sobie winni. Ot co!
 

ocena:  8/ 10

www.facebook.com/pg/krztaband/photos/?tab=album&album_id=787185451428545


www.youtube.com/watch?v=m19YoyE3Oq8


www.greenlungs.pl/produkt/krzta-krzta


www.facebook.com/krztaband


krzta.bandcamp.com/release


autor: Kępol



<<<---powrót