| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

DESULTORY

"Counting Our Scars"

Pulverised Records (CD 2010) 

DESULTORY - ZEBULON - DESULTORY. Tak w skrócie przedstawia się biografia jednej z ważniejszych w latach 90 tych kapel death metalowych i oto mamy pierwszy od 1996 roku album pod pierwotnym szyldem. DESULTORY muzycznie stawiałem niegdyś gdzieś pomiędzy MORGOTH a DISMEMBER. Ostatni album taką klasyfikację potwierdza, a to już jedynie mój osobisty ogromny plus dla zespołu. Jest to album na wskroś monolityczny, bez jakichkolwiek odjazdów w inne kierunki. Czysty, melodyjny death szwedzkiej szkoły lat 90- tych podany ze współczesną ogładą i jakością brzmienia. Płyta na pewno zasługująca na uwagę, jednak nie idealna, o czym za chwilę. Otwierający "In a Cage" to karateka "śruba" z kapitalnym motywem przewodnim, przewijającym się przez całość utworu. Różne tempa, masa melodyjnych partii gitar. Jest nieźle. Nieco szybciej w tytyłowym "Counting Our Scars", lecz nadal bardzo melodyjnie, bez szaleńczego tempa i nawet sporadycznych blastów. W każdym kawałku coś nowego, ciekawego i - uwaga, słowo bardzo komercyjne - chwytliwego. Słucham tej płyty po raz szósty z rzędu i naprawdę podoba mi się coraz bardziej. Jest może pozbawiona tego swoistego uczucia "ciarek na rękach" podczas pierwszego przesłuchania, ale muzyka do której powróciło DESULTORY ma ten specyficzny, charakterystyczny klimat. Mimo swej melodyjności i nie ukrywajmy przystępności od strony muzycznej (żeby nie było niedomówień - chodzi mi o osoby słuchające na co dzień gatunków ekstremalnych, a nie żartów muzycznych pokroju INDICA), jest to album, przy którym nie można się znudzić. Cały czas coś się dzieje. Nie jest to na pewno muza a la ATHEIST, ale pozbawiona jest tej specyficznej, nudnawej przewidywalności , z którą spotykamy się u niektórych przedstawicieli nastawionego na melodyjność death metalu.
Niestety, teraz niedociągnięcia, a w zasadzie jedno, ale poważne. SOLÓWKI. Panowie!!!!!!!!!!!!!!! To nie jest szkoła muzyczna. Ba, jestem pewien, że co drugi pięciolatek tam uczęszczający jest w stanie wystrugać na wiośle coś kilka razy ciekawszego. Na "Counting Our Scars" mamy do czynienia z całkowitym brakiem polotu, o wirtuozerii, której można oczekiwać po bandzie z takim stażem, zapominając. Każdy poważniejszy gitarzysta po wysłuchaniu solo z np. otwierającego "In a Cage" będzie tarzał się ze śmiechu (całościowo jest to mimo wszystko kapitalny utwór). Nie mogę pozbyć się odczucia, że sola są, bo jest miejsce i powinny być. Takie typowe "musibyćzapchajdziura". Szkoda, ponieważ akurat w tym gatunku muzycznym solówki są bardzo ważnym elementem.
Podsumowując, reasumując i desultoryzyjąc. Płyta, jakiej oczekiwałem od DESULTORY. Pozycja obowiązkowa i na pewno jedna z lepszych ostatnio płyt death metalowych. Za "przegięcie solówkowe" odejmuję 2 punkty. Poza tym, świetna płyta.

ocena:  8/ 10

www.myspace.com/desultoryofficial


www.pulverised.net


autor: "13"



<<<---powrót