| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

OMOTAI

“A Ruined Oak”

Tofu Carnage Records (2 LP 2017) 

Już jestem przyzwyczajony do amerykańskich dziwactw, które czasem same sobie strzelają w piętę, jeśli chodzi o cierpliwość młodszych fanów. Jeśli ktoś posługuje się zapoznawaniem z danym wykonawcą na podstawie wyrywkowego odsłuchiwania poszczególnych kawałków na zasadzie ‘a posłucham sobie po kilkanaście sekund każdego utworu’, to może omylić się ze swoją oceną OMOTAI pochodzącego z Houston w Teksasie. Ci trzej kolesie i jedna kolesiówa (basistka Melissa Lonchambon Ryan) potrafią przeskakiwać ze stylistyki w stylistykę niczym ten szachowy konik i jeżeli wydawać by się mogło, że dany fragment będzie tylko i wyłącznie utrzymany w estetyce hardcore’owej lub sludge’owo - doom’owej a la NEUROSIS, to za chwilę może być w błędzie. Oprócz ewidentnych nawiązań do tych gatunków i czerpania z takich czy innych źródeł, nie zamykają się na wpływy thrashu, post-rocka, noise rocka czy rzeczy nawiązujące do PANTERY czy CROWBAR. Wokalnie udzielają się w tym zespole wszyscy, ale nie przewrzaskują muzyki, dając wybrzmieć naprawdę niezłym partiom gitar czy wyrazistego basu, które dodatkowo nawiązują do klasycznego heavy czy równie tradycyjnego doom metalu, a przy tym energii i ‘jaj’ nie brakuje tej grupie w takich numerach, jak w prawie typowym hardcore’owcu „Welcome To the Adders’ Land” i hałaśliwym „Last of the Green Vial”, po czym przykładowo gniotą w „Arms That Flood”. Dla niektórych będzie to przykład typowej amerykańskiej kapeli, która za tym wielkim Oceanem ukształtowała się na pewnych wzorcach, ale wedle mnie na tym winylowym dwupłytowcu poszła dość odważnie i chociaż jeszcze jest na etapie poszukiwania własnego indywidualnego stylu, to wielobarwnością tego materiału może zawstydzić niejedną już uznaną kapelę. Oprócz wzmiankowanych przykładów, w „Back To the Drifting Satelite” agresję i chropowatość muzyczną fajowo równoważą czyste wokale Melissy, „A Cruel Weight, Thy Wound” umie pogodzić ze sobą southern rockową przystępność, industrial metalowy trans GODFLESH i sludge’owy brud, a „Fire Is a Whore” to takie zderzenie NIRVANY, MELVINS, LIFE OF AGONY, SONIC YOUTH i PIXIES. Naprawdę niezły materiał, choć jednak ciut za długi, zwłaszcza przez część drugą :A Ruined Oak”.  
 

ocena:  7,5/ 10

www.facebook.com/Omotai


omotai.bandcamp.com


www.tofucarnage.com


autor: Diovis



<<<---powrót