| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

RUBY THE HATCHET

“Planetary Space Child”

Tee Pee Records (LP 2017) 

Nie wiem, może kogoś zwiedzie to, że określa się RUBY THE HATCHET mianem kolejnego objawienia całego tego ‘retro-ruchu’, w którym chodzi o wskrzeszenie bardzo oldskulowych brzmień, ale i takowego wizerunku i przeniesienie ich do obecnych czasów, gdzie miesza się przeszłość w taki sposób, aby nie bardzo było wiadomo o co chodzi. Grunt to osiągnięcie pewnego celu, który tak naprawdę jest nieosiągalny dla wielu nowych kapel, bo póki co, to stare wygi nadal zbierają na swoich koncertach tysiące ludzi, a te młodziaki grają gdzieś po klubach, często dla parędziesięciu osób. Nawet takie gwiazdy, jak BLUES PILLS nie wszędzie mają pełne sale, więc pewnie filadelfijska formacja RUBY THE HATCHET nie ma lepiej w swoim rewirze, nie mówiąc już o innych miejscach na planecie. Przyznaję jednak bez bicia, że ich muza fajnie buja i wpasowuje się w pewien trend na stareńkie brzmienia, które sięgają wręcz do końca lat 60-ych, gdy hard rocka jeszcze tak naprawdę nie było i wszystko, co potem nazywano mianem art-rocka czy space rocka dopiero się rodziło. Dobra, były lata ‘dzieci-kwiatów’, był Woodstock, PINK FLOYD nagrywał psychodeliczne albumy, ale wokalistka RTH widzi to tak, gdy pytają ją o kawałek „Killer” z tego albumu: „Pisząc tekst do tego utworu byłam w temacie Zodiaca. Nigdy go nie schwytano. To była końcówka lat 60-ych i początek lat 70-ych w północnej Kalifornii, zaraz po zabójstwie prezydenta Kennedy i morderstwach (Charlesa) Mansona. To wtedy ludzie zaczynali zamykać swoje domy. Podczas lata miłości i tego wszystkiego. Zodiac wybierał sobie szczęśliwe pary, zwodził policję i popełnił 37 morderstw, ale nikt nie mógł go znaleźć i połapać się w tym wszystkim.”. Nawet jeśli ten kawałek to tylko fragment całości tej płyty, to mimo energetyczności tej muzy i tego, że nazywa się ich zespołem ‘psychodelic space rockowym’, wyczuwa się, że ta kapela nie chce wysyłać pokojowego przesłania i bawić się w utopijnych zbawców, ale jednocześnie mam wrażenie, że to zwyczajna poza i chociaż całkiem fajną muzę wytwarzają, to chodzi im przede wszystkim o wyjście z cienia i tylko tej lokalnej popularności. Porównajcie sobie RUBY THE HATCHET z Adą Rusowicz czy nawet ORGANKIEM. Poziom jest podobny i chociaż ostatnimi czasy nie uznaję już, że wszystko, co polskie jest lepsze od zagranicznego, to pozory mylą i nasi zdają się być w porównaniu z takimi amerykańskimi kapelami znowu górą. Tamci mogą powoływać się na DEEP PURPLE i cholera wie co jeszcze (na „Planetary Space Child” czuć to potężnie między innymi dzięki wykorzystywanym często i gęsto organom Hammonda), ale oni nie mieli takiego ‘big-beatowego’ i socjologiczno - politycznego podłoża jak my, więc nadrabiają ‘gębą’. I chociaż ten materiał faktycznie ma swoje plusy, to momentami ta jego staroświeckość zaczyna mierzić. Przyznaję jednak, że przynajmniej dwa przesłuchania można dać temu materiałowi. A nuż komuś się spodoba głos wokalistki, same kawałki lub ich retro-klimat…       
 

ocena:  5/ 10

www.facebook.com/RubytheHatchet


www.rubythehatchet.com


thehatchet.bandcamp.com


autor: Diovis



<<<---powrót