| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

PERIHELLIUM

"The War Machines"

własna produkcja zespołu (CD 2010) 

Powoli dochodzi już do sytuacji, w której człowiek zaczyna się zastanawiać, czy Polska w kwestii muzycznej będzie obcokrajowcom znana z death czy prog metalu. Wiem, że zespoły takie jak QUIDAM, czy COLLAGE to absolutna arcyklasyka progresywnej polskości, grupy, które nie od wczoraj cieszą się w pełni zasłużonym uznaniem głodnego takich dźwięków audytorium. Muzycy jednych i drugich nie dają, zresztą, za wygraną i ci pierwsi - jak grali, tak po zmianie etatu za mikrofonem grają, ci drudzy rozwidlili swoją drogę i ujmując rzecz skrótowo: Mirek Gil powołał BELIEVE, Wojciech Szadkowski zaś realizuje się pod wieloma szyldami z którego najważniejszym wydaje się być SATELLITE. Jednak takiej eksplozji progresywnego grania, jakiej w kraju nad Wisłą, od mniej więcej połowy dekady wręcz nie da się nie zauważyć, nie mieliśmy jeszcze nigdy. W przypadku RIVERSIDE, który to pokazał "jak zwyciężać mamy" każdy już wie co skąd i jak, tak więc w tym miejscu dywagacji nie będzie. Zajmiemy się adeptami amerykańskiej szkoły muzycznych poszukiwań, "w murach której" nie tak dawno w ławce usiadły tak obiecujące grupy jak choćby TERMINAL, czy ANIMATIONS. Ciekawe spojrzenie na dokonania muzyków pokroju DREAM THEATER, czy PLANET X, o których wspomniałem nie bez kozery, to również znak rozpoznawczy kolejnego debiutanta, będącego bohaterem tej recenzji, czyli tarnowskiego PERIHELLIUM. Sprawa wygląda z nimi mniej więcej tak jak z ANIMATIONS właśnie - początkowo człowiek jest gotów machnąć ręką, odpuścić, stwierdzić, że to takie wprawne rzemiosło, że zręcznie chłopcy z wybitnych wzorców czerpią, ale nic poza tym dobrego z tego nie ma. I człowiek tak duma i duma nad losem kolejnej kapeli, zakochanej w brzmieniu innej kapeli do czasu gdy słyszy taki, przykładowo, wstęp do instrumentalnego "Unnamed Syndrome". Cóż za kosmos brzmień! W pewnym momencie przestaje być już jasne, tudzież ważne, który z instrumentów wydobywa z siebie jaki dźwięk. A gdy wchodzi ten mocno pojazzowany motyw z szaleńczo pulsującym basem można się zakochać! Genialny klawiszowy akcent i świetne riffy mamy we "Frozen Hell", a w "The Machines" czysty miód powstały z zaprzęgnięcia całego tego instrumentalnego kieratu w totalnie przebojowy i energetyzujący fragment. Ujmuje również świeżość wokalu Marcina Sułka, znanego z wyczynów w BROWN. Jego śpiew zajeżdża czasami (jak we wspomnianych "The Machines", czy "Frozen Hell" na przykład) Johnattanem Davis'em z KORN, co kojarzy się poniekąd z rozwiązaniami Taffa na ostatnim, baaardzo udanym swoją drogą "Visionism" zespołu ROOTWATER, zazwyczaj brzmi jednak w sposób oryginalny, warty uwagi. A owego KORNA można by tu wymienić nie tylko w odniesieniu do delikatnego akcentu z utworu otwierającego, ale raczej przede wszystkim - do całkiem podobnej pracy basu w niektórych momentach i takiego przebojowego, nu metalowego zacięcia, które nikomu kto rozkochał się w debiutanckim TERMINALU, nie powinno przeszkadzać. Ja do chłopaków mam jednak jedną prośbę - miejcie żesz odwagę popuścić nieco wodze muzycznej inwencji. Zdecydowana większość płyty to takie "Awake" wymieszane z "Metropolis Pt.2: Scenes From a Memory", podlane tylko nieco delikatnie patentami z "Train of Thought" z repertuaru opuszczonej ostatnio przez Portnoya ekipy, czy takiego "Moonbabies" z archiwum PLANET X i tych porównań, podczas odsłuchu, nie wyzbyłem się chyba ani na chwilę. Odnoszę wrażenie, że wpływy dorobku Amerykanów przyćmiły nieco to, co grupa PERIHELLIUM chciała dać od siebie. Dobra, dość narzekań! Mamy świeży, naprawdę fascynujący krążek, niezwykle utalentowanego zespołu, a w przypadku utalentowanych muzyków może być tylko lepiej. Warto nadmienić jeszcze, że płyta została zmiksowana przez Tomasza "Zeda" Zalewskiego, realizatora mającego na koncie współpracę choćby z COMA, czy THY DISEASE.

ocena:  8,5/ 10

www.perihellium.com


autor: Kępol



<<<---powrót