| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

VOID

"Void"

Duplicate Records (CD 2011) 

Muzyczny rok 2011 zaczynamy dość nieprzyjemnie, albowiem recenzją płyty zespołu, który z racji śmierci swego wokalisty musiał przeżywać ostatnio chwile dość ciężkie. O powyższym dowiedziałem się z informacji zamieszczonej na profilu brytyjskiej grupy na stronie Metal Archives i pomimo moich usilnych starań, nie udało mi się znaleźć w internecie jakiejkolwiek dodatkowej wzmianki, jaka byłaby w stanie ową informację choćby potwierdzić, nie wspominając już o podaniu jakichś konkretniejszych szczegółów zdarzenia. Nie jest to jednak miejsce odpowiednie na roztrząsanie podobnych kwestii,. Przejdźmy zatem do autopsji najnowszego krążka kapeli zatytułowanego po prostu "Void". Jeśli chodzi o informacje natury czysto technicznej, płyta kręci się w napędzie niewiele więcej ponad pół godziny, czyli do rekordowych, pod względem czasu trwania, wydawnictw, z całą pewnością nikt jej nie zaliczy. Myślę jednak, że nieco inne parametry powinny wpłynąć na ocenę końcową. Do takich z całą pewnością należy tak zwana oryginalność. No i w związku z tym akurat, spokojna głowa, że tak pospolicie powiem. Oczywiście znajdziemy odniesienia do innych wykonawców, to jest nieuniknione. Płyta ma na przykład całkiem sporo wspólnego z "Ordo Ad Chao" grupy MAYHEM, a to z racji tego, że jeden i drugi album, posiada całkiem duszne, surowe, garażowe wręcz brzmienie, przy równoległym, innowacyjnym podejściu do spraw kompozycyjno - wykonawczych. Nawet niektóre zagrywki gitarowe kojarzą się od razu z tymi charakterystycznymi przesterowanymi przekładańcami, które u Norwegów pojawiły się gdzieś w okolicach "De Mysteriis Dom Sathanas" (początek "Freezing Moon" chociażby) i od tamtego czasu jakoś nie chcą się od ich muzyki odczepić. Na "Void" natkniemy się na nie nadzwyczaj często i nawet na odchodne, w zamykającym "Babylon" zostaniemy poczęstowani wyżej przybliżoną metodyką szarpania sześciu strun i tak naprawdę towarzyszy nam ona od samego początku krążka. Posłuchajmy jednak tego co się dzieje w "Ego Tranquilizer" (cudowny tytuł). Nie wiem jak wy, ale ja tam słyszę totalnie post rockowy fragment z gatunku tych, jakie spotykałem na albumach GREY WATERS, TIDES FROM NEBULA, czy nawet ULVER! Jeśli chodzi o inne rozwiązania - album, nie licząc intro "Cicatrix", zamknięty jest jakby klamrą dwóch najszybszych kawałków na płycie, z których drugi tytuł jest wam już znany, a ten pierwszy brzmi jakże enigmatycznie "Alligator X-Ray". Warto też napomknąć o "Feral", a to ze względu na całkiem ciekawą fakturę rytmiczną utworu. Album ogólnie połamany jest w sposób dość niestandardowy, czego przykładem niech będzie choćby taki "Cypher". Nie ma tu przecież jakichś gwałtownych cięć rytmicznych, sekcja jest raczej rozmyta, ale określenia 'tradycyjna' raczej bym w jej przypadku nie zaryzykował. Mimo, iż jest to płyta o wyraźnie blackmetalowych akcentach, odsłoni ona przed nami cały wachlarz innych gatunków, jak choćby thrash ("Alligator X-Ray") czy industrial ("Cicatrix", "Where Red Limbs Stir"). Pod względem barwy brzmienia może ona jeszcze budzić mimowolne skojarzenia z "Exile" ANOREXII NERVOSY (jednakże bez podobnych eksperymentów w warstwie wokalnej) i "Grotesque" PENSEES NOCTURNES. W odróżnieniu jednak od albumu francuskich awangardowców próżno szukać tu mariaży z piosenką kabaretową sprzed lat. Podobny jest natomiast wokal. Świetny eksperyment ma miejsce w końcówce wspomnianego "Feral". Pojawia się tam motyw klawiszowy nawiązujący do brzmienia fortepianu. Haczyk polega jednak na tym, że jego partie są jakby ... poucinane. "Spectre" to natomiast taka 'filmowa' miniaturka przywołująca w pamięci ścieżkę dźwiękową z "Lalkarza", jednego z najsłynniejszych i najbardziej kultowych horrorów klasy B sprzed jakichś trzech dekad. Ciężko też nie zestawić pewnych fragmentów z tym co działo się na nieśmiertelnym "The Black Flux" norweskiego VIRUS. Ciekawe czy fakt, że Czral był kiedyś perkusistą kapeli ma tu jakieś znaczenie... ;] Z ciekawostek można odnotować jeszcze fakt, że podpisujący się pod partiami gitar, programowaniem oraz samplami, Matt Jarman aka OCD odbył pewną praktykę na "Aeon" ZYKLON'u i na "With No Human Intervention" ABORYM. Muzyka na pewno intrygująca, która przed uważnym słuchaczem odkryje tyle kart, ile będzie on chciał poznać.

ocena:  9/ 10

www.myspace.com/posthumansynthetics


www.duplicate-records.com/main.htm


autor: Kępol



<<<---powrót